Tifosy. Inwestycja z pasji do klubu

Tifosy. Inwestycja z pasji do klubu

Cztery lata temu zadali sobie pytanie: Jak połączyć finansowy rozwój klubu z ich fanami? Zastanowili się i stworzyli pierwszą crowdfundingową platformę online w brytyjskim futbolu. Włoscy londyńczycy – Fausto Zanetton oraz legenda Juve i Chelsea – Gianluca Vialli dali tifosi – kibicom – narzędzie transparentnego wpływu na przyszłość ich ukochanego klubu. O tym i nie tylko rozmawiam z Jamesem Pollockiem, współzałożycielem Tifosy, odpowiedzialnym w firmie za rozwój biznesu na rynku Wielkiej Brytanii.

James, opowiedz jak powstało Tifosy?

W 2013 Fausto Zanetton odszedł z banku inwestycyjnego Morgan Stanley i zaczął angażować się w funfundingowe projekty wokół sportu. Tak zrodziło się Tifosy, w które zainwestował później Gianluca Vialli. Oficjalnym startem była pilotażowa kampania nagród, zorganizowana w celu sfinansowania 2 boisk treningowych w akademii Portsmouth FC. Kibice Pompey mogli przez okres prawie 2 miesięcy wpłacać od 5 do 500 funtów. W zależności od ceny nagrody mieli do wyboru między innymi:

  • Oficjalne podziękowanie w mailu lub na stronie internetowej klubu
  • Certyfikat wirtualnego posiadania metra kwadratowego boiska treningowego
  • Spersonalizowane życzenia urodzinowe na stronie internetowej klubu
  • Koszulka domowa i wyjazdowa z podpisami piłkarzy Portsmouth FC
  • Atrakcja „Football Player” – sesja treningowa i obiad ze sztabem szkoleniowym I drużyny
  • Atrakcja „Match Reporter” – loża prasowa i relacja z meczu opublikowana na stronie i w mediach społecznościowych
  • Koszulka z meczu jednego z piłkarzy podpisana przez resztę i oprawiona w ramkę

Portsmouth FC

Kampania okazała się sukcesem. Portsmouth FC wybudowało oba boiska treningowe, a my poszliśmy za sukcesem. W międzyczasie złożyliśmy wniosek do Financial Conduct Authority o przyznanie Tifosy licencji pełnoprawnego pośrednika inwestycyjnego. Czekaliśmy na nią 18 miesięcy. Od początku 2017 mogliśmy zrobić krok do przodu i poszerzyć ofertę finansowania projektów poprzez sprzedaż akcji oraz długu.

Krótko: O co chodzi z crowdfundingiem w futbolu?

O to jak kibic za 5-20-50-100 czy 500 euro ma szansę wesprzeć finansowo swój klub. I w dodatku czuć z tego powodu ogromną dumę. Crowdfunding to doskonałe narzędzie łączenia potrzeb finansowych klubów z pasją ich kibiców. To również słuchanie potrzeb fanów. Bo zamiast nietrafionych transferów, które załamują finansową stabilność klubu, można zebrać fundusze i zainwestować je – na przykład – w nową akademię, szkolącą lokalne talenty. Trzeba również pamiętać, że dla organizacji finansowych takich jak banki, kluby piłkarskie wciąż są niestabilnymi instytucjami. Bardzo uzależnionymi od sukcesów sportowych, utrzymania się w lidze, sprzedaży karnetów i tak dalej. Ciężko w takich warunkach przyciągnąć kapitał. Dlatego pojawił się crowdfunding. A dzięki internetowi zyskał na popularności i zasięgu.

Na dłuższą jednak metę zdaliśmy sobie sprawę, że im bardziej profesjonalny klub, tym bardziej widzi w zbiórce pieniędzy, de facto… błaganie o kasę. We Włoszech akcje funfundingowe są kojarzone ze zbiórkami na cele dobroczynne. Dlatego w naszej komunikacji i brandingu zaczęliśmy odchodzić od używania nazwy crowdfunding. Skupiamy się na inwestowaniu w podmioty i projekty sportowe.

Oferujecie kibicom-inwestorom 2 produkty finansowe: udziały w kapitale klubowym oraz dług w formie mini-obligacji. Jakie są główne różnice między oba produktami i co decyduje o tym, że kluby wybierają sprzedaż akcji lub emisję długu?

To zależy od kraju, ligi i klubu oraz jego aktualnej pozycji finansowej. Generalnie angielskie kluby wolą zbierać fundusze poprzez mini-obligacje niż publiczną sprzedaż udziałów. Nie chcą do końca tracić kontroli nad klubem na rzecz kibiców. Nie chcą mieć nowych osób i wpływów w zarządzie. Poza tym, sprzedaż akcji może wiązać się z dodatkowymi implikacjami ze strony krajowego regulatora. Dlatego wybierają model biznesowy oparty na mini-obligacjach. Wiedzą, że wieloletnia inwestycja w projekty modernizacji stadionu będzie miała swój zwrot w postaci większych wpływów z dnia meczowego. Tak samo jest – choć wolniej i z większą niewiadomą  – w przypadku budowy akademii. Jeśli nie popełnią błędów, ROI jest praktycznie zagwarantowany. Tak więc motywacje właścicieli są różne. Na przykład we Włoszech, kluby są bardziej otwarte na kapitalizacje przez sprzedaż udziałów. Trzeba pamiętać, że przy tej opcji, klub nie ma obowiązku odkupienia udziałów, co z kolei jest obowiązkiem przy emisji długu via mini-obligacje.

Giełda 22 klubów europejskich Stoxx Europe Football jest dla Tifosy zagrożeniem, konkurencją czy ewentualnym partnerem? Są na niej notowane choćby Juventus, Roma czy Lazio.

Analizujemy tę sytuację. Także w kontekście projektu angielskiej giełdy, na którą miałyby wejść kluby Premier League. Teoretycznie giełdy powinny być dla nas konkurencją, ale w praktyce może się okazać, że zostaną partnerami Tifosy. Bacznie się temu przyglądamy.

Jeśli na stronie internetowej Tifosy nie ma błędu, to w pierwszych 4 latach działalności udało się wam wykonać aż 19 projektów z klubami i federacjami. Co ciekawe, odeszliście od małych kibicowskich kampanii do wielomilionowych projektów.

Zrobiliśmy w sumie około 20 kampanii funfundingowych – większość oscylowała między 20 a 50 tysięcy funtów. Dzięki licencji mogliśmy wejść na wyższy poziom współpracy. I większe sumy. Mamy za sobą 4 projekty stricte inwestycyjne w formie sprzedaży udziałów oraz długu. Ten ostatni z Norwich City jest zarazem największym w naszej historii. Celem jest zbiórka 3,5M£ na rozbudowę centrum treningowego Colney Training Ground. Norwich City jest w o tyle dobrej sytuacji, że nie ma długokresowych długów, więc mogło się zgodzić na kampanię 5-letnich mini-obligacji. Inwestorzy mają zagwarantowane 8% rocznego zysku w okresie 5 lat. Z tych 8% – inwestor ma zagwarantowane 5% brutto w gotówce i 3% brutto w kredycie klubowym do wydania na bilety, sezonowe karnety, merchandising lub wydatki związane z dniem meczowym. A w przypadku awansu Norwich City do Premier League w ciągu 5 lat inwestorzy mogą liczyć na jednorazowy bonus – 25%  z zainwestowanej kwoty.

Wszystkie kampania Tifosy dotyczą skromnych klubów. To zawsze będą wasi główni klienci czy w przyszłości zobaczymy kampanie angażujące fanów Realu Madryt, FC Barcelony, Bayernu czy Manchesteru United?

Nie widzę powodu dlaczego nie miałoby tak być. Spójrz na naszą ewolucję. Zaczęliśmy od Stevenage FC w League Two, później przyszła pora na kluby z włoskiej Serie B, angielskiej Championship, rugby i krykiet. Wyobrażam sobie, że za kilka lat Chelsea, którą Gianluca Villi zna doskonale, wybiera Tifosy w celu sfinansowaniu projektu wartego 5-10 milionów funtów. Tu nie chodzi o to, że mogliby nie dostać kredytu z banku, bo na pewno dostaliby go bez problemu. Chodzi o to, że czołowe kluby muszą bezustannie dbać o świetne relacje z ich kibicami. Mini-obligacje są doskonałym produktem wciągającym fanów w życie klubu. Oni czują się emocjonalnie związani z klubem, z nową trybuną lub akademią, do której dołożyli swoje pieniądze. Oczywiście, że topowe kluby Europy, które wymieniłeś liczą na zyski ze swoich globalnych fanów w USA i Azji. Ale prawda jest taka, że wciąż największy dochód generują krajowi i lokalni kibice.

Weźmy choćby taką Parmę. Niecałe 3 lata zrobiliśmy z nimi kampanię funfundingową #WeAreParma, kiedy mieli ogromne problemy finansowe. Zasady były bardzo podobne do naszej pierwszej kampanii w Portsmouth FC.

Udało się zebrać 170 tysięcy euro. Klub dostał zastrzyk gotówki, a kibice Parmy w zamian poczuli dumę i przynależność do wspólnoty. Zebrali fundusze. Pomogli swojemu ukochanemu klubowi w tarapatach. Takie akcje bardzo do siebie zbliżają dyrektorów, pracowników klubu, trenerów, piłkarzy i kibiców.

Ostatnio zrobiliśmy pilotowy projekt emisji akcji Parmy na zasadzie pre-rejestracji. Zainteresowanie z całego świata, w tym Chin, było ogromne.

Wasze modus operandi polega na wyjściu z inicjatywą do klubu, kiedy wiecie, że są w potrzebie inwestycyjnej, czy czekacie aż to klub zgłosi się do was pierwszy z projektem crowdfundigowym?

Różnie z tym bywa. Ale najczęściej wiemy doskonale, jakie plany rozwoju infrastruktury mają kluby. We Włoszech za business development odpowiada Nicola Verdun. Pracował przez kilka lat w Juventusie jako szef Działu Globalnego Sponsoringu i Marketingu. Ma bezpośrednie wejście do wszystkich włoskich klubów Serie A i B. Znają go wszyscy, a on w zamian ma informacje z pierwszej ręki odnośnie projektów budowy lub modernizacji obiektów. Poza tym, tu w Anglii, bazując tylko na wiadomościach z mediów i minimalnym networkingu branżowym, masz rozeznanie w najważniejszych planach klubów Premier League i Championship. Każdy wie, że w Queens Park Rangers buduje nową bazę treningową w Warren Farm na zachód od Londynu. Że Leeds United i Derby County modernizują swoje akademie i że Huddersfield Town oraz Leicester City mają podobne plany. Najważniejsza nie jest jednak wiedza, ale przekonanie klubowego zarządu. Co z tego, że ja mogę znać bardzo dobrze ludzi z 3/4 klubów Premier League, jeśli nie przekonam ich do wybrania Tifosy.

Frosinone Calcio – ostatnia wielka kampania zbiórki funduszy dzięki platformie Tifosy. Było o niej głośno w mediach. Przybliżysz ją czytelnikom?

Jesteśmy w Tifosy bardzo dumni z tej kampanii. Naszej pierwszej we Włoszech jeżeli chodzi o mini-obligacje. Planem była zbiórka miliona euro, ale w kilka tygodni udało się zebrać 1,5M€. Dług Frosinone wykupiło 366 inwestorów, inwestując średnio 4 tysiące euro każdy. Jakie warunki dostali w zamian? Identyczne jak w kampanii z Norwich City, tylko bez bonusu za awans do Serie A. Ci z największym wkładem dostali także miejsce w Hali Sław Frosinone.

Na co zebrane 1,5 miliona euro przeznaczy Frosinone Calcio?

Na wykończenie modernizacji 16-tysięcznego stadionu Benito Stirpe. To dopiero czwarty stadion w całych Włoszech, którego klub jest właścicielem. To pokazuje skalę zacofania infrastruktury futbolowej po mundialu Italia 90. Ale też szansę w najbliższych latach dla takich platform jak my. Poza wykończeniem stadionu, Frosinone przeznaczy pieniądze na budowę Frosinone Village, oficjalnego sklepu, siłowni dla piłkarzy, restauracji, centrum medycznego oraz odnowienie szatni. Co ciekawe właściciel Frosinone Maurizio Stripe, syn Benito, nie musiał przedstawiać żadnych gwarancji bankowych lokalnym regulatorom. To najbogatszy człowiek w regionie, wszyscy wieżą mu na… słowo.

Planujecie wejść do Polski z Tifosy? Jeśli tak – to z kim, jeśli nie – to dlaczego?

Żeby wejść na poważnie na polski rynek musielibyśmy spełnić 4 kluczowe warunki w następującej kolejności:

  • Przeprowadzić analizę regulacji inwestycyjnych obowiązujących w Polsce
  • Dostać zgodę od instytucji na legalne oferowanie naszych usług na polskim rynku
  • Zatrudnienie agenta mówiącego w języku polskim z finansowym doświadczeniem oraz koneksjami w waszym futbolu
  • Przetłumaczenie na polski platformy i wszystkich dokumentów Tifosy

Szczerze mówiąc, Polska nie jest dla nas bardzo atrakcyjnym rynkiem. Wolelibyśmy najpierw wejść do Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Mamy już tam nawet pozwolenia od regulatorów inwestycyjnych. To dużo poważniejsze rynki zarówno finansowo jak i piłkarsko. Oczywiście bylibyśmy bardzo zainteresowani współpracą z 3 topowymi klubami Ekstraklasy, zwłaszcza z Legią Warszawa. Ale to tylko życzenia. Na dziś skupiamy nasze działania na Anglii, Włoszech i wkrótce również USA.

Jak Ginaluca Vialli trafił do Tifosy i jaką pełni w niej rolę? Domyślam się, że jego marka otwiera Wam mnóstwo drzwi do klubów w Anglii oraz we Włoszech?

Zacznijmy od tego, że Gianluca po zakończeniu kariery w Chelsea nigdy nie opuścił Londynu. Osiedlił się tu z rodziną, został piłkarskim ekspertem w angielskich mediach i szukał najlepszych opcji do inwestycji pieniędzy. Znał się od jakiegoś czasu z naszym CEO – Fausto Zanettonem, który też ma włoskie korzenie. Fausto opowiedział Ginaluce o idei zbliżania klubów z ich fanami poprzez inwestycyjny model crowdfundingu, i tak Gianluca został udziałowcem Tifosy. Mieszka kilka przecznic od naszego biura. Jest fanatykiem futbolu, ma kapitalny networking i rozeznanie w potrzebach klubów. Gdyby nie jego kontakty, pewnie nie udałoby się nam ruszyć z kampanią Norwich City. To też pokazuje, że czasami o biznesie decyduje zbieg okoliczności. Miałem kilka spotkań z jednym z dyrektorom Norwich, przedstawiłem naszą ofertę i perspektywy projektu, ale rozmowy nie kończyły się konkretami. Okazało się, że Gianluca Vialli znał pewnego kibica Norwich. Ten kibic był z kolei bratankiem bardzo wpływowej osoby z zarządu Norwich. Opowiedział o Tifosy w grudniu na rocznym zebraniu udziałowców klubu i zobacz – za tydzień ruszamy z kampanią emisji długu w formie mini-obligacji.

W 2015 hiszpański Real Oviedo Clubeby  zdecydował się na sprzedaż swoich udziałów przez Internetów kibicom  z całego świata. Pomysł został podchwycony przez angielskiego YouTubera Spencera Owena oraz korespondenta „The Guardian” w Hiszpanii – Sida Lowe’a. Dzięki ich kampanii we mediach społecznościowych Realowi Oviedo udało się sprzedać 35 tysięcy akcji (po cenie 10,75€ jedna) fanom z 86 krajów i ostatecznie uratować klub przez upadkiem. Czy właśnie takie akcje nie są zagrożeniem dla Tifosy? Kluby, jak Real Oviedo, mogłoby organizować kampanie crowdfundingowe na własnej stronie internetowej, przy użyciu własnych mediów oraz inflencerów?

Znam ten case. Szczerze? Staramy się unikać kampanii zbierania funduszy, od której zależy być albo nie być klubu. To bardzo stresująca sytuacja, kiedy w grę wchodzi desperackie uratowanie kapitału klubu. Czy przykład Oviedo i zaangażowanie mediów społecznościowych oraz influencerów jest dla nas zagrożeniem? Nie. Poważna kampania emisji akcji klubu musi być przeprowadzona przez platformę, która ma do tego odpowiednią licencję. Nie możesz łamać prawa i narażać się na ogromne grzywny. A co do działań marketingowych i medialnych wokół kampanii crowdfundigowej lub stricte finansowej, to w interesie klubu leży, żeby były one jak najskuteczniejsze. Media społecznościowe i influencerzy to świetne narzędzia. Trudno, żeby klub – tak jak robimy to teraz z Norwich City  – ograniczył się do kilkudziesięciostronicowej broszury inwestycyjnej przygotowanej przez Tifosy. To jest podstawa dla większych inwestorów, ale tych mniejszych musisz motywować kampaniami w mediach.

Jak widzisz przyszłość crowdfundingu w piłce nożnej? Jak będzie wyglądała jego i Wasza ewolucja w najbliższych latach?

Idea crowdfundingu w sporcie jest mocno zakorzeniona i rozpowszechniona w świadomości ludzi z krajów anglosaskich oraz tych ze Skandynawii. Także Niemcy otwierają się coraz odważniej na ten model finansowania sportowych instytucji . Przyszłość? Większa penetracja amerykańskiego rynku, ich sportów zawodowych oraz dostosowanie ekspertyzy do tamtejszych regulacji prawnych i finansowych.

Jeżeli chodzi o Tifosy, to planujemy ekspansje właśnie w USA oraz Australii. Będziemy jeszcze aktywniejsi na Wyspach i w Italii. Chcemy rozwijać się świecie rugby i krykieta. Jak wszyscy w biznesie futbolowym my także przyglądamy się Chinom. Ale żeby tam wejść na poważnie, potrzebujemy kilku lat na zebranie prawnej i finansowej ekspertyzy. Z drugiej strony, dzięki licencji oficjalnego pośrednika finansowego możemy wreszcie otworzyć się na większe kluby i większe fundusze do zebrania. W nadchodzących miesiącach będziemy ogłaszać również nowe, alternatywne sposoby łączenia klubów piłkarskich z ich fanami. Dlatego na razie nie chcę ich zdradzać. Stay tuned.

Udostępnij
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać