Rewolucja Madryt

Rewolucja Madryt

Futbol to cykle. Roczne, dwu, może 3 letnie. Futbol to też paradoksy. Bo jak inaczej nazwać to, co się stało w Realu Madryt? Po najlepszym – 2017 roku w historii klubu i 5 trofeach, drużyna Zizou w grudniu pożegnała się z LaLiga, a w styczniu z Copa del Rey. Pozostały 4 miesiące drogi krzyżowej do końca sezonu i modły o objawienie na szczycie Ligi Mistrzów. Abstrahując od ewentualnego 3 triumfu z rzędu w Champions League, w Madrycie zapowiada się rewolucja. Najdroższa od kiedy Florentino Perez w 2009 znowu został presidente Los Blancos.

Sierpień 2017. Po przegranym dwumeczu Superpucharu Hiszpanii, Gerard Pique, nieformalny rzecznik FC Barcelony, idol cules, ogłasza: „Po raz pierwszy od 9 lat poczułem, że Barca jest słabsza od Realu Madryt”. Szczerze. Logicznie również. Z Barcy uciekł do Paryża Neymar. Sprowadzono z Chin Paulinho, z Dortmundu Dembele, ale ogłoszono fiasko w negocjacjach o Coutinho. W między czasie socies składali podpisy pod wotum nieufności wobec zarządu klubu, a w Katalonii wybuchł separatystyczny chaos, zagrażający klubowi rozwód z LaLiga. Los Blaugrana byli na antypodach sukcesów Realu. Gdzie są dziś, wystarczy zerknąć na ligową tabelę i klasyfikację El Pichichi. Zresztą oba kluby zawsze są na przeciwległych biegunach. Kiedy w jednym jest sielanka, w drugim kryzys. I na odwrót. Nigdy Real i Barcelona nie żyły, i żyć nie będą w symbiozie pełnego szczęścia.

La Crisis

Real w sierpniu rozegrał swoje najlepsze mecze sezonu. Dwukrotni mistrzowie Europy z rzędu, mistrzowie Hiszpanii po 5 latach przerwy. Nie tylko wygrywali trofea. Robili to ze stylem i przekonaniem o własnej wartości. Do tego stabilność dojrzałego składu i ławka wypchana 21-24 letnimi talentami. To miał być projekt na lata. Ale w piłce na tym poziomie każdy projekt ma sens tylko jeśli podparty jest wynikami. Kiedy wyników nie ma – zaczyna sypać się jak domek z kart. Remis z Levante, pierwsza porażka na Bernabeu z Betisem, wpadka z Gironą. Real w dwa miesiące wpadł w spiralę braku skuteczności, wątpliwości, braku motywacji w Hiszpanii nazywanego – syndromem „barriga llena” (pełnego brzucha). Pełnego brzucha sukcesów.

Poza Isco nikt z podstawowego składu nie utrzymał formy z poprzedniego sezonu. Nie mówiąc już o jej poprawie. Keylor zaliczał wpadki i kontuzje. Obrona przestała być szczelna i zdrowa. Marcelo, wciąż frywolny w zadaniach defensywnych, przestał być motorem napędowym w ofensywnie. Ramos, Carvajal i Varane – przeciętnej formy nie potrafili wyprostować, bo kontuzje lub kartki im w tym przeszkadzały. To wielozadaniowy Nacho jest dziś najpewniejszym obrońcą Realu. W pomocy nie było lepiej. Poza pojedynczymi meczami – serce (Modrić/Kroos) i płuca (Casemiro) Realu miały bardzo przeciętną rundę. Do nich od grudnia dopasował się wspomniany Isco, progres Asensio wyhamowały coraz krótsze szanse na grę od Zizou. I bardzo wysoka poprzeczka, którą sobie Marco zawiesił.

Największa zapaść nastąpiła jednak w ataku. Benzema nie tylko nie strzela goli, ale przestał również nadawać sens akcjom Realu. Cristiano, choć wciąż oddaje mnóstwo strzałów na bramkę, w lidze zupełnie stracił skuteczność. Bale nadal więcej czasu spędza z fizjoterapeutami niż kolegami z drużyny. Statystycznie Real (liczba zwycięstw, punktów, goli) rozgrywa najgorszy sezon od 11 lat. Nigdy w swojej 116-letniej historii nie wygrywał tak rzadko na Bernabeu (50% spotkań we wszystkich rozgrywkach). Mimo iż stwarza sobie najwięcej sytuacji w całej LaLiga (348 w 18 pierwszych meczach), to drużyna kompletnie straciła pewność siebie pod bramką rywala.

Fizyczny dołek w drugich połowach przypieczętowała klęska 0:3 w El Clasico z Barcą. Brak planu B, którym tam umiejętnie żonglował Zizou w ubiegłym sezonie, potwierdziły remisy z Fuenlabradą, Numancią oraz porażka z Leganes. Nikt nie zastąpił solidności Pepe, Ceballos jeszcze nie jest Jamesem, a Mayoral pewnie nigdy nie będzie Moratą. Real ma dziś słabszą kadrę niż w ubiegłym sezonie, ale wciąż wystarczającą silną, żeby nie odpaść z 2/3 rozgrywek w styczniu. Kto za tym stoi? Kto bierze na siebie winę?

Wszystkie oczy – mediów i kibiców Realu – zwrócone są na Zinedine’a Zidane’a.

Zwiędły kwiat Zizou

#FeliZidane (Szczęśliwy Zidane) „hashtagowali” kibice i madryckie media po triumfach i wpadkach Realu. Bo uśmiech na twarzy Zizou pojawiał się i nie znikał na konferencjach prasowych przed i po każdym meczu. Niezależnie od pory dnia i roku – trener Real zawsze był w wybornym humorze. Trudno się mu dziwić, skoro w dwa lata wygrał 8 na 10 możliwych tytułów (średnio co 14 meczów), a dwa wcześniejsze poświęcił na bezskuteczne wyciągnięcie rezerw Realu z III ligi.

Ciężko pojąć fenomen Zizou, więc ludzie zaczęli tłumaczyć niewytłumaczalne hiszpańskim powiedzeniem „tener una flor en el culo” (dosłownie: „mieć kwiat w tyłku”, a potocznie – mieć szczęście). Coś w tym jest, zwłaszcza jeżeli Real wygrał i zremisował kilka ważnych spotkań w końcowych minutach (głównie po główkach Ramosa). Ale każdy kwiat kiedyś więdnie. Zizou też zaczął nie radzić sobie z sytuacją, kiedy zabrakło mu wody. Na liście skarg i zażaleń hiszpańskiej prasy znalazły się:

  • Drużyna źle przygotowana do sezonu pod względem fizycznym (powracających argument z letnimi tournee)
  • Przywiązanie do nazwisk z Benzemą na czele (brak zaufania do młodych rezerwowych)
  • Brak pomysłów taktycznych na odwrócenie niekorzystnego rezultatu (flirt z 3-5-2 z Gironą nie wypalił)
  • Późne, często nietrafione zmiany
  • Brak rozpracowania taktycznego rywali (zwłaszcza tych pokroju Girony i Leganes)

14 lutego Zidane rozpoczyna zagrywkę all-in z PSG. Jeśli, wbrew prognozom (ale zgodnie z historycznymi wyczynami kryzysowego Realu w LM), Zizou ogra Emery’ego i jakimś cudem wygra w Kijowie trzecią Champions z rzędu, to on będzie liderem letniej rewolucji w Madrycie. Jeśli Real odpadnie (styl porażki będzie ważny), to wszystkie scenariusze są otwarte – od pozostania, po dymisję w marcu lub z końcem sezonu. Zwolnienia nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Znając Zidane i pamiętając o tym jak, jako piłkarz, pożegnał się w 2006 z Realem (rok przed końcem bardzo sowitego kontraktu), najbardziej prawdopodobna byłaby dymisja. Mimo ważnej umowy do 2020.

Do niedawna kolejne potknięcia Realu w lidze i pucharach Francuz bagatelizował. Teksty w stylu „zagraliśmy dobry mecz tylko zabrakło szczęścia” w 2018 zostały wymienione na „to ja jestem temu winien, to moja klęska”. Zizou kiedy dostrzeże najmniejszy sygnał, że jego największa trenerska zaleta – dotarcie do ego gwiazd i scalanie swoją marką całej szatni – przestanie przynosić efekt, odejdzie. A jeżeli odejdzie, to liderem nowego projektu Realu 2018 zostanie jego następca. Numerem 1 na liście Florentino jest Mauricio Pochettino.

Bramkarz, stoper i napastnik

185 milionów euro oszczędności w klubowym sejfie ma Real Madryt (tak wynika z ostatniego podsumowania finansowego za sezon 2016/17). Do tego trzeba doliczyć budżet transferowy i ewentualne wpływy ze sprzedaży któregoś z obecnych piłkarzy Los Blancos. Minimum 300M€ na letnią rewolucję transferową. Oczywiście jeżeli do życia nie wejdzie nowy podatek od luksusu, który przygotowuje UEFA (Komitet Wykonawczy będzie nad nim głosował 24 maja). Jeśli Cefrinowi uda się przeforsować luxury tax, wtedy Real będzie mógł wydać na wzmocnienia max. 100M€. Według przepisów, gdyby chciał dysponować sumą 300M€, wcześniej musiałby się pozbyć piłkarzy za 200M€. Ale – jak mówił Che Guevara – zostawmy dywagacje i zajmijmy się rewolucją. Florentino zostały 3 lata kadencji, czas na wielkie zakupy. Najdroższe od 9 i największe od 4 lat. Bernabeu chce nowych twarzy.

Transfery Real Madryt

Marzeniem Realu od lata ubiegłego roku jest Neymar. Neymar i tylko Neymar. To on ma być twarzą nowego projektu Realu. Dopóki Brazylijczyk nie trafi na Concha Espina, z Realu na pewno nie ruszy się aktualny totem – Cristiano. Szanse na ściągnięcie Neya w tym roku są iluzoryczne, żeby nie powiedzieć zerowe. Oczywiście Real puka do drzwi PSG od kilku miesięcy, pyta o cenę, ale za każdym razem Al-Khelaifi stanowczo odmawia. Ostatnio przyznał, że Neymar zostanie w Paryżu na „2000 procent”. Sam piłkarz twierdzi, że w stolicy Francji „jest szczęśliwy”. Koniec. Kropka. Ale… plotek, takich jak ta z „El Pais” Diego Torresa o rzekomej klauzuli prywatnej między piłkarzem z Al-Khelaifim (300M€ przed 1 września 2018), nigdy do końca nie można traktować tego ze śmiechem. Kiedy o przyszłości Neymara Juniora decyduje Neymar Senior musisz być gotowy na każde rozwiązanie. Każdą klauzulę.

Jeśli nie Neymar to kto? Real złożył ofertę AS Monaco 180M€ za Mbappe, ale Francuz wybrał mniejsze ryzyko, wygodniejszy projekt, pewny plac i 18M€ pensji. Z perspektywy czasu, rozwoju talentu Kyliana i formy BBC, można zastanawiać się nad błędem negocjacyjnym Florentino. Oczywiście do naprawienia w najbliższych latach. Bez Neymara i Mbappe, których transfery do Realu, wydają się być odroczone w czasie, plan Realu zakłada sprowadzenie 3 topowych piłkarzy. Na 3 pozycje – bramkarza, stopera i napastnika. Tu wchodzimy w sferę spekulacji, gustów i smaków. Każdy może się zabawiać, każdy może mieć swoje mocne argumenty. Ja za 300 baniek sprowadziłbym Courtoisa, Odriozolę (Nacho zostaje na stoperze, Achraf idzie na wypożyczenie) i Lewandowskiego (mimo rychłej 30-stki). Ktoś inny pójdzie innym tropem i wybierze De Geę, Pjanicia i Kane’a. Jeszcze inny postawiłby na Oblaka, Hazarda i Icardiego. Do wyboru, do koloru. Ale po kolei.

Bramkarz

Real potrzebuje następcy Keylora. Kostarykańczyk bardzo dobre rundy przeplata z przeciętnymi. Do tego coraz częściej dokuczają mu kontuzje. Następca ma być młodym golkiperem z absolutnego, światowego szczytu. Los Merengues byli dogadany od jesieni z Kepą Arrizabalagą z Bilbao. Klub pytał Athletic o możliwość ściągnięcia go już w styczniu za 20M€ (latem kończył mu się kontrakt), ale ostatecznie sprawa upadła. Kepa przedłużył kontrakt z Athletikiem, ma duże szanse na wyjazd na MŚ 2018 i klauzulę wartą 80M€. Oficjalnie Real zrezygnował z bramkarza z powodu przedłużającej się kontuzji i weto Zidane’a. Latem Real będzie starał się o Courtoisa. Belg chce wrócić do Madrytu, gdzie mieszka dwójka jego dzieci. Cena będzie zależeć od tego czy Thibaut przedłuży z Chelsea kontrakt upływający w czerwcu 2019. Mówi się o minimum 60M€.

Stoper

Zapytacie – po co Realowi stoper, skoro ma 4? Okazuje się, że Vallejo nie wypełnił brakującej luki po Pepe. Nie z powodu swojego wieku, braku doświadczenia czy urazów. Chodzi o absencje Ramosa i chroniczne kontuzje Varane’a (Francuz nie jest w stanie rozegrać więcej niż 5 meczów z rzędu). Nieśmiertelny Nacho musi łatać dziury na środku i bokach obrony. Real latem chce sprowadzić stopera, który poza formą będzie w stanie rozegrać 40-50 meczów w sezonie.

Napastnik

Tu wachlarz niewiadomych i możliwości jest największych. I jest uzależniony od postawy Realu w Lidze Mistrzów. Jedno jest pewne na 100% – Real przed 1 września będzie miał nowego napastnika. Dlaczego niewiadomych? Teoretycznie możliwe jest, że Benzema w 4 miesiące odzyska formę strzelecką i poprowadzi Real do 13 Ligi Mistrzów w historii. W praktyce Francuz jest pierwszy na liście do opuszczenia Madrytu. Jego ostatnią deską ratunku wydaje się być… Zidane. Tylko mocna pozycja trenera przed startem nowego sezonu, mogłaby uratować Benzemę. Szanse na sprzedaż Bale’a są mniejsze, ale w przypadku dobrej oferty z Premier League nikt w Madrycie Walijczyka zatrzymywać nie będzie. Sprawa Cristiano jest prosta. A to znaczy, że… skomplikowana. Portugalczyk chce zarabiać dwa razy więcej niż dotychczas (22M€) tak żeby z podwyżki, w razie porażki w sądzie, spokojnie pokryć grzywnę i nieodprowadzone podatki od praw do wizerunku (17M€). Jeśli CR7 powtórzy ubiegłoroczną wiosnę w LM, Florentino podwyżkę 33-latkowi dać będzie musiał. W przeciwnym razie, Portugalczyk jest skazany na ostudzenie swoich żądań. Ale o transferze nie ma mowy. Na rynku nie ma realnej alternatywy na piłkarskiej i marketingowej płaszczyźnie. Przynajmniej do czasu ery Neymara.

A i byłbym zapomniał o najważniejszym pytaniu rewolucji: Kto będzie tym nowym napastnikiem Realu? Werner, Icardi, Lewandowski, Kane – ceny od 110 do 240M€. Jeśli kwiat w tyłku znowu zakwitnie – powinno się udać. Czas na odmłodzenie.

Udostępnij
  • 16
  • 2
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać