Czego już nigdy nie kupi Iñigo

Czego już nigdy nie kupi Iñigo

„To bolesne, kiedy piłkarz Realu Sociedad od 13 roku życia podejmuje decyzję, żeby cię opuścić, bo w klubie obok będzie mu lepiej”. To o 26-letnim Iñigo Martinezie, który został najdroższym piłkarzem w historii Athletiku Club (32M€) oraz jego trzecim najlepiej opłacanym piłkarzem (3,9M€ netto). I czuje z tego powodu dumę…

Kiedy jesteś młody i nieskażony korporacyjnymi realiami, odbierasz futbol romantycznie. Zaczynasz staż w pierwszej dużej firmie i myślisz, że zostaniesz w niej do końca kariery. Że pokonasz wszystkie szczeble, a z biura zrobisz pseudorodzinną enklawę. O piłkarzach twojego ukochanego klubu myślisz podobnie. Zwłaszcza o wychowankach, do nich przywiązujesz się najbardziej. Emocjonalna więź. La Familia. Tym bardziej jeśli sieci rywala zza miedzy, wyławiające największe talenty w regionie są większe i szczelniejsze.

Kiedy jednak dojrzewasz zawodowo, nabierasz pozycji i wartości na rynku, inni zaczynają się za tobą rozglądać. Pukają do drzwi. Dają więcej. Ta sama branża, te same godziny, projekty. Biurowiec obok. Zmieniasz szyld, profil na LinkedIn i masz kilka/kilkanaście tysięcy więcej rocznie. Starczy na ratę hipoteczną. Gdy sam pracując w jednej z 4 największych firm konsultingowych w Madrycie, dostałem ofertę od konkurencji, moje pierwsze pytanie do headhuntera brzmiało: „Cuanto al año?” (Ile na rok?). Bez sentymentów. Ich w świecie korporacji nie ma nikt. Problem w tym, że futbol choć coraz bardziej zaczyna przypominać jedną wielką korporację, to wciąż ciężko postawić do wszystkiego znak równości. Na wszystko przykleić cenę.

Wątpię, żeby Athletic zapłacił wrogowi 30 milionów…nigdy nie przeniósłbym się na drugą stronę – Iñigo Martinez na konferencji prasowej w kwietniu 2014

La Real contra Athletic

102 kilometry w linii prostej (jadąc autostradą A-8) dzielą San Sebastian i Bilbao. Stolicę Gipuzkoa od stolicy Vizcaya. Niewielka odległość ogromnej historii rywalizacji Realu z Athletikiem. Zaczęło się w 1909, kiedy piłkarze z Bilbao opuścili derbowy mecz w Ondarreta w geście protestu po golu MacGuinessa strzelonym ze spalonego. Na boisko ostatecznie wrócili, ale dziennik „Heraldo de Madrid” w tytule sprawozdania wydał wyrok na wieki: „San Sebastian contra Bilbao”. Relacje nigdy nie były przyjacielskie. A to Real złożył donos na Athletic za zatrudnianie zawodowych piłkarzy z Wielkiej Brytanii wbrew hiszpańskim przepisom sportowym (co zaowocowało dzisiejszą polityką transferową Los Rojiblancos). A to Athletic podwędził zdolnego juniora Realowi.

Spokojnie było do 1989. Athletic wpłacił wtedy 300 milionów peset (równowartość dzisiejszego 1,8M€) klauzuli za Lorena Juarrosa i zabrał sąsiadom ich podstawowego środkowego napastnika. Szefowie klubu z San Sebastian powiedzieli: „Se acabo!” (koniec). Zerwali z tradycją i w tym samym okienku, za miliony z transferu Lorena, kupili Irlandczyka Johna Aldridge’a. Pierwszego niebaskijskiego piłkarza w historii klubu Txuri-Urdin. Athletic został przy swojej dumnej, lokalnej transferowej tradycji (z kilkoma ewidentnymi poluzowaniami) oraz rozwinął tę zaglądania do zagrody sąsiada. Na Sam Mames z Realu sprowadzano kolejno: Iturrino, Billabonę, Zubiaurre, Xabiego Castillo, Diaz de Cerio i Elustondo. Żaden jednak (poza głośnym konfliktem sądowym o odszkodowanie za Zubiarre) nie rozpętał takiej wojny jak transfer wychowanka Realu, Joseby Etxeberrii w 1999. Utalentowany skrzydłowy, po wyśmienitym MŚ U-17 w Katarze został wykupiony przez Athletic za 550 milionów peset (3,3M€). Doszło do zerwania relacji instytucjonalnych między klubami, do kontraktów piłkarzy z San Sebastian zaczęto wpisywać specjalne klauzule anty-Athletic.

Wyzwanie…

Iñigo Martinez nie chciał w swojej umowie klauzuli anty-Bilbao. Chciał być panem sytuacji. Interesowała się nim Barcelona, pytał o niego Manchester City. Nieregularna forma i kontuzje obniżyły wartość stopera Realu Sociedad. Kiedy jednak Athletic Bilbao stracił Laporte’a na rzecz City i odezwał się po sąsiedzku do Iñigo, ten nie zawahał się ani chwili. Dostał dwa razy większą pensję. Decyzję podjął w kilka godzin. 13 lat spędzone w Realu dobiegły końca. Po kilku miesiącach przyznał, że kibicem Athletiku Club był „od dziecka”. W odpowiedzi – kibice Sociedad przed derbami Kraju Basków na Anoeta przyjęli Iñigo gwizdami i 10-eurowymi banknotami.

Nikt nie może odebrać Iñigo jego świętego ego do grania gdziekolwiek i za ile mu się podoba. Są tacy, którzy do dziś odbierają je Luisowi Figo. Nikt na internetowych forach nie będzie ustalał Martinezowi rodzinnego budżetu na lata. Został najdroższym piłkarzem w historii Athletiku, a przy okazji najdroższym hiszpańskim obrońcą. Czuje dumę – ma do tego prawo. Dziwi mnie tylko jedna wypowiedź z konferencji prasowej po prezentacji Iñigo: „Przychodzę do klubu, który nie zadowala się miejscem w środku tabeli. Przyszedł czas na nowy krok w karierze, nowe wyzwania piłkarskie”.

Otóż zajrzałem w klubowe budżety z poprzedniego sezonu: Athletic – 114M€, Sociedad – 76M€. 38 milionów różnicy, których Athletic, uwiązany klubową polityką transferową, i tak nie jest w stanie zainwestować w potężniejszy projekt (w latach 2008-2018 na wzmocnienia klub z Bilbao wydał niecałe 40M€). Zajrzałem również w ligową tabelę LaLiga po ostatnich 5 sezonach.

  • 2016/17: Real Sociedad – 6, Athletic Bilbao – 7
  • 2015/16: Athletic Bilbao – 5, Real Sociedad – 9
  • 2014/15: Athletic Bilbao – 7, Real Sociedad – 12
  • 2013/14: Athletic Bilbao – 4, Real Sociedad – 7
  • 2012/13: Real Sociedad – 4, Athletic Bilbao – 12

Nie widzę w niej wyraźnej różnicy. A przynajmniej nie takiej, która sportowo motywowałby mnie do nagłej zmiany klubu na ten sąsiedzki, ten wrogi od 13 roku życia. Athletic po raz ostatni grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów 4 lata temu, Real Sociedad – 5. W międzyczasie klubu z Bilbao wygrał tylko jeden więcej tytuł niż Real – Superpuchar Hiszpanii w 2015. Dziś oba kluby, choć zagrają w 1/16 finału Ligi Europy, to w lidze reprezentują przeciętność. „Nie sądzę, żeby zrobił krok do przodu. To znaczy, finansowo na pewno, ale sportowo mam nadzieję, że nie. Osobiście życzę Iñigo jak najlepiej, ale mam nadzieję, że już zawsze będzie oglądał plecy Realu” – stwierdził na łamach „Noticias de Gipuzkoa” Xabi Prieto.

Prieto próbował namówić Iñigo na zmianę decyzji i pozostanie w klubie. Niestety było już za późno. Nigdy nie jest jednak za późno na inne, szczere słowa Xabiego:

Trzeba przekonywać ludzi, że z mniejszymi pieniędzmi również można być szczęśliwym, można dobrze żyć, czuć się kochanym przez kibiców. Że tego nie kupią żadne pieniądze świata

34-letni Xabi Prieto wie, co mówi. 15 lat gry na Anoeta. Ponad 500 meczów. Cała kariera w Realu Sociedad (zawiesi buty na kołku z końcem obecnego sezonu). Jego koszulki w klubowym sklepie w połowie sezonu nie wymieni na inną nikt. Będzie trzymał na strychu dla wnuków. Opowie historię wiernego jednym barwom kapitana. Czegoś, czego Iñigo nie kupi już nigdy.

Udostępnij
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać