Girona FC. Najlepszy beniaminek w historii LaLiga

Girona FC. Najlepszy beniaminek w historii LaLiga

Kiedy masz do wyboru plaże Costa Brava, narty w Pirenejach lub kolację w najlepszej restauracji świata – futbol schodzi na dalszy plan. I w 100-tysięcznej, proniepodległościowej Gironie długo tak było. Aż udało się wywalczyć awans do LaLiga, trafić pod parasol City Football Group i zostać najlepszym beniaminkiem w historii. Poznajcie historię objawienia sezonu w Hiszpanii – Girony Futbol Club.

Gra o tron

Barri Vell oddycha. Z jednej strony czuć opary rzeki Onyar, z drugiej – słychać zgiełk starego miasta. 2 tysiące lat historii. Jedno z najlepiej zachowanych starych miast w Hiszpanii. Girona ma unikalny krajobraz. Kolorystyka kamienic ogrodzonych średniowiecznymi murami, dzielnica żydowska obok jednej z największych chrześcijańskich katedr na świecie. To tu co roku odbywa się prestiżowy festiwal teatralny Temporada Alta. To tu każdego maja tysiące turystów podziwia Temps de Flors – unikalną wystawę kwiatów dekorujących centrum miasta. To wreszcie tu bracia Roca otworzyli El Celler de Can Roca – najlepszą restaurację na świecie w latach 2013-15 według magazynu „Restaurant” (menu 185€ plus wino). Przyznacie, że są to wystarczające argumenty, żeby twórcy kultowego serialu „Gra o tron” wybrali właśnie dzielnicę Barri Vell za idealny, miejski plener szóstego sezonu.

Kiedy w Gironie kręcono „Juego de tronos”, miejski klub przystępował do kolejnego drugoligowego sezonu. Z nadziejami, ale jak zawsze bez specjalnego zainteresowanie ze strony kibiców. Założona w 1930 roku Girona FC nigdy nie była najważniejszą rozrywką gerundenses. Plaże Costa Brava za zakrętem, Pireneje w pobliżu, Barcelona godzina jazdy autem. W Gironie nigdy nie było piłkarskiego klimatu. „To miasto, w którym żyje się klawo. Możesz jechać na plażę, zimą wybrać się na narty… Prawdopodobnie futbol jest tu na drugim planie. Ale mamy nadzieję, że zostaniemy drugim Villarrealem. Tam też nie było piłkarskiego klimatu, a dziś mają pełen stadion i dzieci w żółtych koszulkach. U nas też to zaczynamy dostrzegać. Dzięki projektowi Girona FC, zmieniamy historię i lokalną społeczność – twierdzi Quique Carcel, dyrektor sportowy Los Rojiblancos. Carcel, który będzie jednym z bohaterów serialu dokumentalnego LaLiga pt. „Six Dreams„, wyprodukowanego dla platformy Amazon Prime.

Historia Girony to ciężkie, rzemieślnicze życie „imigrantów” spoza Katalonii (charnegos) opisywane w nowelach Javiera Cercasa. To też bastion independentistas. W ostatnich dwóch wyborach do katalońskiego parlamentu w 56 i 58% poparli separatystyczne partie, postulujące za odłączeniem Katalonii od Hiszpanii. W niepodległościowym ”referendum” 1 października 2017 aż 91% dorosłych mieszkańców Girony opowiedziało się za separacją (przy 43-procentowej frekwencji). Z Girony właśnie pochodzi szef katalońskiego rządu – Carles Puigdemont. Jeszcze kilka miesięcy temu ogłosił jednostronną deklarację powstania niepodległej Republiki Katalonii. Dziś ukrywa się przed politycznym więzieniem w Brukseli.

Girona była ostatnią katalońską prowincją i tą najbardziej zaludnioną w całej Hiszpanii, która nie miała swojego przedstawiciela w LaLiga. Ba, dopiero w 2008, po regionalnej tułaczce udało się wprowadzić klub do Segunda Division. Nawet klub koszykarski Akasvayu Girona z Markiem Gasolem na czele, zwycięzca FIBA Euro Cup w 2007, nie był w stanie wypełnić 5,5-tysięcznej hali. Stadion drugoligowej Girony FC – Montilivi – zapełniał się maksymalnie w połowie. Kiedy w czerwcu 2017 udało się wywalczyć wymarzony awans do LaLiga, klub musiał dostawiać na obiekcie składane trybuny. Przed kasami ustawiały się kilkudziesięciometrowe kolejki. „Gdzie byliście zimą, psy? Pojawiliście się z nikąd” – krzyczał jeden z piłkarzy Girony FC podczas świętowania awansu na ulicach miasta.

Montilivi

Dziś Girona FC ma 9286 socios i 16 klubów kibica peñas. Stadion został powiększony z 9 tysięcy miejsc do 13,286. Średnia frekwencja wzrosła z 5,5 tysiąca w Segunda Division do 10,5 tysięcy w Primera Division (90%). Są wyniki, jest klimat i zainteresowanie. Ale jeszcze 4 lata temu, kiedy drużynę przejmował Pablo Machin, krajobraz był diametralnie inny.

W Gironie pojawiłem się wiosną 2014. Kiedy wychodziłem na ulicę, rodzice mówili swoim dzieciom: „Zobacz! Trener Girony”. Chłopak patrzył na mnie z typowym wyrazem twarzy, kiedy kogoś nie znasz i na moje pytanie: „Jakiej drużynie kibicujesz?”, odpowiadał, że „Barçy, Realowi i Espanyolowi”. Nigdy Gironie. Zawsze powtarzałem im, że muszą być najpierw za Gironą i później innym klubem. Kibicowanie Barcelonie czy Realowi jest łatwe. Bycie kibicem Girony to dopiero trudne wyzwanie – mówi w rozmowie z „El Pais” Pablo Machin.

Made in Machin

W 2013 przegrali finał play-off o awans do LaLiga z Almerią. Wtedy to i tak był cud. Nad klubem widniało widmo bankructwa, wierzyciele pukali do drzwi, piłkarze od miesięcy nie dostawali pensji na czas. W marcu 2014 posadę trenera dostał nieopierzony 39-letni wówczas Pablo Machin. CV mieszczące się na jednej kartce: krótka przygoda w rezerwach i pierwszej drużynie CD Numancii. Po 29 kolejkach spędzonych w strefie spadkowej Segunda Division, Machin wyciągnął Gironę z dna i utrzymał w lidze. Postawił przy tym na swoją filozofię futbolu. Odważne ustawienie 3-5-2 z mieszanką piłkarzy, którzy od lat szukali szansy na wyrwanie się z peryferii hiszpańskiego futbolu.

„Kiedy klub ma problemy finansowe, musisz się dostosować. Trzeba wykazać się intuicją i podjąć ryzyko. Girona była w procesie upadłościowym. A skoro graliśmy w drugiej lidze, to naszym logicznym rynkiem transferowym była… III liga. Ale ja zawsze wierzyłem w głód piłkarzy, którzy chcą pokazać sobie i wszystkim, na co ich stać” – wspomina w rozmowie z magazynem „Panenka” Pablo Machin. Po 4 latach kluczowymi piłkarzami Machina wciąż są ci, których dogorywającej finansowo Gironie, udało się sprowadzić za grosze. I którzy w LaLiga nie grali nigdy. Aday Benitez na lewej obronie, Alex Granell, kapitan i wykonawca stałych fragmentów gry, Pere Pons – lider środka pola oraz Cristian Portu – objawienie sezonu. Oni pamiętają ciężkie czasy w Gironie. Teraz każdy mecz w LaLiga jest jak weekend na plaży Costa Brava lub w Pirenejach. Gloria.

W sezonie 2014/15 upadek było bolesny. Girona FC wygrała na wyjeździe z Realem Saragossa 3:0 w I meczu półfinałowym fazy play-off. Od awansu do LaLiga klub dzieliła formalność w rewanżu i finał z Las Palmas. Ale doszło do tragedii. Girona przegrała u siebie rewanż z Saragossa 1:4. Rok później znowu było blisko, a zarazem daleko. Gironę awansu w finale play-off pozbawiła Osasuna. W mediach i mieście zaczęto mówić o klątwie Girony FC. „Było ciężko, ale zachowaliśmy optymizm, wiarę, trenera i podstawy drużyny. Wróciliśmy w kolejnym sezonie i udało się za trzecim razem z rzędu. Elementy, które dały nam awans od razu dały efekty w LaLiga. Weszliśmy do niej jako beniaminek, ale adaptacja była tak szybka i naturalna, jakbyśmy grali w niej od lat. Trzon ekipy zna się od lat, stosujemy tą samą taktykę. To widać po wynikach – zauważa Àlex Granell, w rozmowie z „El Pais”.

Girona FC awansowała do LaLiga po bezbramkowym remisie w ostatnim meczu sezonu z – a jakże – Realem Saragossa. Rok po awansie innego debiutanta CD Leganes. Powtórzono dublet z lat 1998 (Villarreal) i 1999 (Numancia). W Gironie zapanowała euforia. Lokalne Stowarzyszenie Hotelarskie, Turystyczne i Gastronomiczne Girony (Asociación de Hostelería, Turismo y Restauración de Girona) szybko obliczyło, że awans klubu do LaLiga przyniesie miastu 23-30 milionów euro rocznych dochodów. Budżet Girony automatycznie, dzięki wpływom z praw telewizyjnych, wzrósł z 10 do 45M€. Mało tego. Klub stworzył swego rodzaju radę doradczą z najważniejszymi osobistościami miasta. Są w niej:

  • Joaquim Nadal – Były burmistrz miasta
  • Jordi Bosch – Prezes holenderskiego giganta rozrywki Endemol
  • Joan Roca – Kucharz i właściciel wspomnianej perły restauracyjnej El Celler de Can Roca
  • Jaume Roures – Założyciel i współwłaściciel Mediapro, największego pośrednika sportowych praw TV w Europie
  • Josep Maria Fonalleras – Pisarz
  • Pepita Perich – Dyrektora Fundació Ramon Noguera
  • Jordi Triola – Prezes Fundacji Girona FC
  • Albert Serra – Były piłkarz i inżynier
  • Lluís Serras – Ekonomista i prezes klubu kibica „Pablo Machine”

Przewodniczącym grupy roboczej tego niecodziennego consejo jest prezes Girony FC – Delfi Geli.

To nowy organizm o charakterze wyłącznie doradczym. Jego misją jest sugerowanie klubowi jak wzmocnić synergie między klubem a jego socios, kibicami, miastem i prowincją. Staramy się zaszczepić DNA miasta w naszym klubie. Fajne, że w radzie są ludzie z regionu. Pomogą nam mieć inną wizję – tłumaczy Delfi Geli.

Geli pochodzi z prowincji. Zaczynał i kończył karierę piłkarską właśnie w Girona FC. W międzyczasie został cenionym bocznym obrońcą Atletico Madryt i Deportivo Alaves. Choć w tym drugim klubie do historii przeszedł jako strzelec samobójczego gola w jednym z najlepszych finałów w historii europejskich pucharów. Geli wpakował piłkę do własnej bramki 3 minuty przed końcem dogrywki w pamiętnym finale Pucharu UEFA 2001 między Alaves a Liverpoolem, wygranym przez Anglików 5:4.

Plany Girony są ambitne. Chcą iść w ślady Eibaru, Sassuolo czy Augsburga. Sportowo w tym sezonie już osiągnięto maksimum. Drużyna Machina dwukrotnie zremisowała z Atletico, pokonała u siebie Real Madryt i zajmuje aktualnie 7 miejsce w tabeli. Miejsce, które da awans do eliminacji Ligi Europy, jeśli Sevilla nie wypadnie poza czołową 6-stkę ligi. Całkiem sporo jak na najlepszego beniaminka w prawie 90-letniej historii LaLiga. Drużyna gra ofensywny futbol, najczęściej w systemie 3-4-2-1. Systemie, o który selekcjoner Hiszpanii, Julen Lopetegui podpytywał Machina (podczas wspólnego obiadu w Celler de Can Roca) w perspektywie mundialu w Rosji.

Girona FC

W bramce objawieniem jest Marokańczyk Bono (choć po piętach nieśmiało depcze mu młody, polski bramkarz Marcel Lizak – wciąż z kontraktem III drużyny, ale już na ławce w kilku meczach ligowych). Na skrzydłach pracują wahadłowi Maffeo i Aday (lub Mojica) a środek pola trzymają Granell i Pere Pons. W ofensywie czaruje duet: Stuani-Portu (w sumie 28 goli). Pod względem goli to w tej chwili 3 najlepszy duet napastników w całej lidze – po parach Messi-Suarez i Aspas-Gomez. Ba, debiutujący w LaLiga Portu jest jedynym piłkarzem ligi, który w tym sezonie pokonał bramkarzy TOP4 drużyn w tabeli: Barcelony, Atletico, Realu i Valencii. We wszystkim widać stempel Machina. Girona FC jest w pierwszej trójce drużyn, które strzeliły najwięcej goli po stałych fragmentach gry. Są zdolni do serii 6 zwycięstw z rzędu bez straty gola w fortecy Montilivi.

Na boisku – sukcesy. W szatni – piłkarze sprowadzeni i wypożyczeni za 6 milionów euro. Genialnie wypatrzeni przez Quique Carcela i jeszcze lepiej wpasowani przez Machina. Do tego pensje idealnie dostosowane do limitu płac ustanowionego przez LaLiga (31,15M€). W klubie od sierpnia 2017 zapanował dodatkowy optymizm. Nowi właściciele, plany rozbudowy stadionu i nowej bazy treningowej.

City Football Group

Latem 2015 roku francuska grupa mediowa TVSE Futbol uratowała Gironę FC od bankructwa. Francuzi przejęli kontrolny pakiet akcji od właściciela Josepa Delgado. Spłacili część długów i czekali na awans do LaLiga, żeby sprzedaż swoje udziały z zyskiem. Tak się stało w sierpniu 2017. City Football Group, futbolowy konglomerat i brat trenera City – Pere Guardiola za 7M€ wykupili od TSVE Futbol 88,6% udziałów Girony (podzielili się po połowie – 44,3% CFG i 44,3% Guardiola).

UEFA, świeżo po casusie Red Bulla z Lipskiem i Salzburgiem, na razie nie ma nic przeciwko łączonej własności City i Girony. Dopóki oczywiście ten pierwszy klub nie ma kontroli lub decydującego wpływy na ten drugi (vide: pakietu większościowego akcji). Zobaczymy czy postawi weto po awansie Girony do eliminacji Ligi Europy. Również Angielska Federacja FA ma związane ręce odnośnie Pere Guardioli i jego agencji Media Base Sportsprowadzącej interesy między innymi wypożyczonego latem z City do Girony FC  – Pablo Maffeo. Przepisy FA zabraniają agentom i pośrednikom wywierania wpływu na klubie, lub czerpania zysków ze sprzedaży lub wypożyczania piłkarzy między klubami, w których mają udziały –  wyłącznie w Premier League. W Hiszpanii te przepisy nie działają.

Musimy być drugim najlepszym klubem Katalonii – ogłosił podczas kupna klubu Ferran Soriano, CEO Manchesteru City oraz dyrektor wykonawczy w FC Barcelonie w latach 2003-2008.

Model biznesowo-sportowy CFG jest prosty i przejrzysty. City wysyła do Girony FC piłkarzy ze swojej akademii, którzy nie mają jeszcze szans na grę w drużynie Pepa Guardioli, a potrzebują zbierać doświadczenie. Girona dostaje w zamian obiecujących piłkarzy. Może im zagwarantować większa liczbę minut, otrzaskanie się hiszpańską ligę, językiem i kulturą. W tym sezonie do Katalonii City wypożyczyła pierwsza piątką swoich piłkarzy. Dwóch młodych, 20-letnich Hiszpanów: Pablo Maffeo, kupionego z Barçy w 2013 oraz Aleixa Garcię, ofensywnego pomocnika sprowadzonego z Villarreal. Na liście znaleźli się również 19-letni, brazylijski pomocnik Douglas Luiz, ściągnięty latem ubiegłego roku z Vasco da Gama oraz dwóch napastników: 20-letni napastnik z Kolumbii – Marlos Moreno i 24-letni Nigeryjczyk Larry Kayode. Ci dwaj ostatni opuścili zimą Gironę – pierwszego City wypożyczyło do Flamengo, drugiego do Szachtara Donieck.

Girona ma być nie tylko polem doświadczalnym dla obiecujących piłkarzy City. Ci wciąż są ograniczeni systemem rozgrywek rezerw pierwszoligowych klubów na Wyspach. Mają ogromne problemy z przeskokiem na poziom Premier League. W Gironie lider Premier League widzi klub, którego akademię już wkrótce będzie zasilać coraz więcej katalońskich talentów. Tym bardziej, że Katalończycy w 2016 podpisał umowę afiliacyjną z CF Peralada, która ma status rezerw Girony FC. Rezerw grających w Segunda B (III lidze) po wykupieniu za 133.000€ miejsca zwolnionego przez Gava FC.

Dziś Girona może wabić największe talenty z regionu nie tylko szansą debiutu w LaLiga, ale także grą w Premier League czy nawet w NY City z MLS. Plan CFG jest jednak taki, żeby po kilku latach spędzonych w drużynach młodzieżowych Girony, i po ukończeniu 16 lat, najlepsi juniorzy przenosili się do akademii City. Nie naruszyłoby to przepisów FIFA dotyczących transferu nieletnich piłkarzy. Dokładnie taki sam model, tylko że z 18-latkami, City Football Group wdraża w urugwajskim Club Atletico Torque. Kupiony w zeszłym roku klub już awansował do urugwajskiej Primera Divison.

Kiedy w 2008 City przejmował Sheikh Mansour bin Zayed al-Nayan z Abu Zabi, nikt się nie spodziewał, że będziemy mieli do czynienia z pierwszym futbolowym holdingiem. 280 piłkarzy w 6 klubach na 4 kontynentach. Zaczęło się od stworzenia franczyzny New York City w amerykańskiej MLS. Później przyszła pora na australijskie Melbourne Heart, któremu zmieniono nazwę na City, a barwy na błękitne. Dzięki temu City Football Group miało zapewnioną obecność w Ameryce Północnej, Australii i Pacyfiku. Po kupieniu urugwajskiego Atletico Torque CFG ma też bezpośredni dostęp do wylęgarni talentów z Ameryki Południowej. Do tego trzeba doliczyć mniejszościowe udziały w japońskim Yokohama F Marinos i bardzo zaawansowane plany zainwestowania w którychś z chińskich klubów (zwłaszcza po sprzedaży 13% CFG China Media Capital za 300M€ w grudniu 2015).

City Football Group
Infografika: The Guardian

Girona FC to nie ostatni przystanek w globalnej ekspansji City Football Group. Ale pierwszy i ostatni klub kontrolowany w Europie (poza City). Ferran Soriano z CFG zapewnia, że Girona utrzyma swoją tożsamość, nazwę, herb i barwy. W zamian Anglicy będą mogli „wywierać każdym dostępnym środkiem decydujący wpływ na podejmowanie kluczowych decyzji”. A to wiąże się z finansowym wsparciem.

CFG ma w planach zainwestować 5M€ w budowę własnej bazy treningowej o powierzchni minimum 150 tysięcy metrów kwadratowych. Na razie udało się wydzierżawić na 3,5 roku tereny od golfowego kompleksu PGA Catalunya Resort w Caldes de Malavella. W styczniu powstały tam 3 boiska treningowe. City Football Group planuje również rozbudowę stadionu Girony FC. Pojemność Estadio Montilivi, należącego do miasta, ma być zwiększona z 13 do 20 tysięcy miejsc. „Za kilka lata będziemy mieli fajny stadion na 20, może 30.000 widzów. Kiedy? 5 czy 10 lat? To zależy od utrzymania drużyny w LaLiga i naszych stosunków z miastem oraz ratuszem” – wyjaśnia Soriano.

Na razie Katalończycy, zarządzający holdingiem CFG, dotrzymują słowa. Obiecali wykupić pozostałe akcje od Josepa Delgado – i tak zrobili. W sumie CFG i Pere Guardiola mają dziś 98% udziałów w klubie. Zlikwidowali również dziurę budżetową z lata 2016 wysokości 2,07M€. Jednocześnie zwiększając kapitał klubowy o 3,8M€ (kompensując przy tym zaciągnięte kredyty).

Skorzystamy z wiedzy i doświadczenia City Football Group jako właściciela Manchesteru City. A także z ich olbrzymiej infrastruktury, ekip trenerskich, sieci skautów, filozofii rozwoju młodych piłkarzy i zarządzania menedżerskiego. Nie możemy zapominać również o globalnych mediach, marketingu i potencjale biznesowym CFG – czytamy w oświadczeniu Girony FC po ogłoszeniu mariażu z City Football Group

Ostatnie zdanie oświadczenia Girony FC jest szczególnie ważne. Kataloński klub jest w LaLiga jedynym obok Leganes, który nie ma sponsora na koszulce. Dlatego rozwój biznesowy Girony FC, z wykorzystaniem wiedzy i networkingu City, będzie kluczowy. Celem Katalończyków za kilka lat jest dorównanie Villarreal.

City pomaga nam w wielu kwestiach, od infrastruktury po rozwój talentów. W LaLiga obowiązują limity płac… Już kiedyś powiedziałem, że do Girony nie przyjdą na wypożyczenie Nolito, Navas czy Silva. Ale może trafić taki talent jak Douglas. Gdyby nie CFG, nie zagrałby u nas nigdy. Nawet gdybyśmy mieli pieniądze, wydalibyśmy je na inne potrzeby. Guardiola był stanowczy, mówiąc że w Gironie nie ma miejsca na eksperymenty. Projekt ma sens tylko jeśli Girona utrzyma się w LaLiga. Dlatego nie jesteśmy i nigdy nie będziemy filią City. Pep nie mówi jakim systemem i piłkarzami mam grać. Nie zmuszają nas do wystawiania ich zawodników – mówi Pablo Machin w rozmowie z „El Pais”.

Jeśli Girona FC awansuje do Ligi Europy po debiutanckim sezonie w LaLiga, ktoś w mieście postawi Machinowi tron. Temps de Flors pokryje się czerwono-białymi kolorami, a bracia Roca zaproszą de El Celler całą drużynę na darmowe menu. Ale nie awans do europejskich pucharów dla skromnej Girony jest największym sukcesem. W mieście wreszcie ludzie żyją futbolem. Niedziele na plażach Costa Brava lub stokach Baqueira Beret, zamieniają na Montilivi. No i te dzieci, które w 2014 przepytywał Machin, wreszcie zaczęły chodzić w koszulkach Girony FC. Choć mają Messiego w odległości 100 kilometrów, są dumni z Orgull gironi

Udostępnij
  • 19
  • 7
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać