Filipe Luis: Nie zamieniłbym mojego zawodu za nic na świecie

Filipe Luis: Nie zamieniłbym mojego zawodu za nic na świecie

32-letni Filipe Luis, brazylijski lewy obrońca Atletico Madryt, jeden z najlepszych na świecie udzielił szczerego wywiadu Iñako Diaz-Guerrze z dziennika „El Mundo„. Pozwoliłem sobie przetłumaczyć jego najważniejszą część i podzielić się jej treścią z młodymi piłkarzami, ich agentami, rodzicami i otoczeniem, które ma wpływ na charakter i karierę zawodowego piłkarza. Ale nie tylko, bo jest też kilka interesujących i aktualnych wątków o Katalonii, Pique, PSG, Neymarze, Messim, Diego Coście i Simeone.

Jest pierwsza po południu i już skończył pan swój dzień pracy. Co z tak długim czasem wolnym robi zawodowy piłkarz?

Nic nadzwyczajnego. Najpierw siesta, bo nie mam już 20 lat, a później odbieram dzieci ze szkoły. Bawię się z nimi aż położą się spać o 21.00. Potem zostają mi dwie godziny żeby obejrzeć jakiś film lub serial. Czasem, choć rzadko, mam gest i wychodzimy z żoną na kolację. Ale na pewno nie jest to życie gwiazdy rocka…

Jest pan wyjątkiem czy regułą?

To reguła jeśli chcesz być na szczycie w moim wieku. Kiedy jesteś młodszy możesz pozwolić sobie na imprezy, ale teraz wszystko podporządkowane jest rutynie. Żyję i oddycham futbolem.

Nie nudzi się pan? Tyle sławy i pieniędzy, żeby żyć jak ktoś kto przygotowuje się do egzaminu konkursowego?

Przeczytałem w biografii Agassiego, że nie lubił tenisa i ja go rozumiem. Wiem jak ciężki jest sport indywidualny. Piłka jest inna. Uwielbiam przychodzić na treningi, być tutaj, być z ludźmi… Mam ogromne szczęście bo, w cudzysłowie, nie wysilam się. Jest ogromna presja – ok, ale niewiele godzin i dobrze płacą. Patrzę dookoła i widzę jak żyją inni. Wiem jak jest. Tak więc minimum co mogę robić, to traktować moją pracę na poważnie. Nie zamieniłbym mojego zawodu za nic na świecie.

Piłkarze żyją dziś w bańce mydlanej?

Bez dwóch zdań. 80% żyje w bańce. Głównie ci młodzi, którzy natychmiast chcą naśladować swoich idoli. Myślą, że jak spacerują z markową kosmetyczką pod pachą, w trampkach za 400 euro i ośmioma tatuażami, to już są gwiazdami, i tylko z tego powodu ludzie będą ich szanować. Zapominają o realnym świecie. To klasyczna bańka mydlana piłkarza – podjarać się i kupić sobie mega furę za pierwszą wypłatę.

Co pan zrobił z pierwszą wypłatą?

Kupiłem sobie samochód… Kosztował więcej niż zarabiałem, więc żeby go spłacić musiał mi pomóc ojciec. Kiedy dorastasz, zdajesz sobie sprawę, że możesz być nawet Maradoną, ale koniec przychodzi na wszystkich i lepiej, żebyś zawczasu przygotował się na życie po karierze. Wcześniej wszyscy popełniamy te same błędy. Ja też miałem w życiu momenty, kiedy imprezowałem i piłem więcej niż powinienem. Na szczęście ojciec zawrócił mnie na właściwe tory.

Kiedy przejrzał pan na oczy?

Kiedy zobaczyłem, że mogę być kimś znaczącym w futbolu, jeśli wezmę się za to na poważnie. Jako szczyl wyjechałem do Ajaksu, ale nigdy się tam nie odnalazłem. W Realu również. Dopiero, jak poznałem Lotinę w Deportivo. To on mnie słuchał, wyjaśniał, to on wysłał mnie do psychologa…I tak zrozumiałem, że jeżeli nie dojrzeję, będę kolejnym z wielu. A ja chciałem być kimś więcej.

Mógłby pan być naukowcem…

Nie wiem, czy się do tego nadaję. Potrafię jedynie ułożyć kostkę Rubika i to tylko dlatego, że ktoś mądrzejszy ode mnie zrobił to wcześniej i pokazał swój trick. Fascynuje mnie nauka, to moja wielka pasja obok futbolu i kina. Pasjonuję się astrofizyką, tym jak nawet najlepsze mózgi nie są w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania, a po każdej prawidłowej odpowiedzi pojawia się kolejne dziesięć pytań. Muszę to zrozumieć nawet jeżeli wiem, że nigdy wszystkiego nie pojmiemy. Przeraża mnie świadomość, że jesteśmy jedynie anegdotą we wszechświecie. To sprowadza cię na ziemię. Poza tym uwielbiam mieszać naukę z religią. Jestem wierzący i lubię szukać naukowego wyjaśnienia dla religii i religijnego wyjaśnienia dla nauki, łączyć dwa światy, a priori, bardzo od siebie odległe.

Rozmawia pan o tym z kolegami w szatni?

Nie za bardzo. Z fizjoterapeutami rozmawiam na ten temat całkiem często.

A rozmawiacie o polityce? O sytuacji w Katalonii?

Tak, o tym częściej. To temat, który śledzę codziennie, ale za nic nie potrafię zrozumieć. Szanuję sytuację w Katalonii, ale w świecie który ma tendencję do łączenia się i otwierania granic, nie rozumiem dlaczego jest społeczność, która za wszelką cenę chce się zamknąć. Mniemam, że nie mogę tego pojąć przez mój brazylijski punkt widzenia. W Brazylii, ze wszystkimi naszymi wadami, kiedy rozbrzmiewa hymn ludzi wypełnia duma. Lewica, prawica, wszystko jedno. Ludzie czują dumę bycia Brazylijczykami i nie rozumiem dlaczego w całej Hiszpanii tak nie jest. Dlaczego chcą się odłączyć? W czym uważają, że będą lepsi będąc mniejszym, ograniczonym państwem?

Nie należy mieszać sportu z polityką czy to tylko wygodny pretekst przed szczerą opinią?

Kiedy zaczynasz w poważnej piłce, podczas pierwszego wywiadu cały się trzęsiesz. Nie wiesz co powiedzieć i uciekasz w sztampę: „Dałem z siebie wszystko, nie ma słabych przeciwników…”. Przyjmujesz wygodną postawę, bo ona zaoszczędza ci problemów. Ale są chwile, w których musisz stwierdzić, że pewne sprawy nie są ok, nie zgadzasz się z nimi i masz prawo do decyzji jak każdy inny obywatel. Trzeba się odważyć.

Polemiki, jak ta Pique, wychodzą na dobre?

Jestem fanem Pique, mimo iż często nie zgadzam się z tym, co mówi. Ale jest odważny. Jak Arbeloa. To ludzie, którzy nie boją się mówić co myślą, nie chowają się za swoją famą, żeby uciec od trudnych kwestii. Biję im brawo. Trzeba to docenić, oby więcej piłkarzy było jak oni.

PSG zapłaciło 222 miliony euro za Neymara. Piłka nożna zwariowała?

Neymar jest wart tych pieniędzy. Taka jest jego cena. To trzeci, być może nawet drugi, najlepszy piłkarz świata. Za każdym razem, gdy mówią mu, że coś jest niemożliwe, on udowadnia, że tak nie jest. Uwielbia wyzwania. Wywrócił rynek do góry nogami, pobił rekord transferowy i to powinno mu dołożyć ogromną presję. Ale on jej w ogóle nie czuje. To gość, który żyje w swoim świecie i cieszy się rzeczami z tego świata. Wiem, że ta cena wygląda jak czyste szaleństwo, ale to dobrze, że taka kasa jest płacona za piłkarzy, bo to pokazuje że piłkarz może wygenerować taką wartość. Futbol produkuje więcej pieniędzy niż się ludziom wydaje.

Ale fenomen klubów-państw może zafałszować europejskie rozgrywki

Zawsze były kluby bogatsze i biedniejsze, to nic nowego. Kiedyś piłkarze zawsze chcieli trafić do Barcy, Realu, Bayernu lub United. Ale teraz gwiazdy mają więcej klubów do wyboru i przez to Liga Mistrzów jest bardziej wyrównana i ciekawsza. Nie mam nic przeciwko.

Wszyscy byliśmy świadkami sprzeczki między Neymarem i Cavanim. To normalne, żeby szatnia przyjęła takim brakiem zaufania tak drogiego piłkarza?

W każdym zawodzie, w każdej grupie osób, potrzeba czasu żeby zaufać nowemu. Ale co innego myśli obrońca, a co innego napastnik. Ja, jeśli jutro Atleti kupiłoby Iniestę za 100 milionów euro, pierwsze, co przyszłoby mi na myśl to podać mu piłkę, bo ten gość będzie grał zawsze, wygra nam mecze i jego sukces przyniesie korzyść także mi. Ale z napastnikami, egoistami ponad normę, konflikt jest nie do uniknięcia…ale to nie znaczy, że nie do rozwiązania.

Latem wydawało się, że po odejściu Neymara, Barça zaczęła popadać w kryzys. Tymczasem jest liderem ligi, wygrywając wszystkie mecze. Koniec końców Messi rozwiązuje ci każdy problem.

Messi jest tak dobry, że może wygrać LaLigę sam grając w przeciętnej drużynie. To dzięki niemu Barça utrzymuje się na szczycie w ostatnich latach. Bo przecież Barça ma ogromną łatwość w stałym kreowaniu wewnętrznych konfliktów. Tak jakby sprawiało im to przyjemność. Ale Messi jest tak dobry, taaaaak dobry, że utrzymuje ich na szczycie, wszystko jedno, co się dzieje wokół niego. Kiedy Messi i Cristiano strzelają po 50 goli, ludzie myślą, że my obrońcy, jesteśmy beznadziejni, ale kiedy ich dwóch brakuje na boisku, nie ma drugiego który strzeli tyle samo goli, a my przecież jesteśmy tymi samymi obrońcami… To coś tak bardzo trudnego dla wszystkich, im przychodzi z wielką łatwością. Są z innej półki.

Grał pan przeciwko Messiemu w wielu meczach i czasami nawet bardzo ostro, co akurat nie jest pana znakiem towarowym.

Zagrałem przeciwko niemu ponad 30 meczów i zawsze musiałem wcielić się w rolę rzeźnika. Ale bądźmy szczerzy, nie da się zatrzymać Messiego bez faulu w pojedynku jeden na jednego. Jeśli Messi biegnie w moim kierunku z piłką przy nodze, i ja jestem sam, bez faulu, pociągnięcia lub czegoś nieprzewidywalnego, na 20 razy uda mi się odebrać mu piłkę – raz. Muszę chwytać za inną broń. Głupi nie jestem i domyślam się jaki jest najlepszy sposób na zatrzymanie go. Wiem, że nie lubi grać tyłem do bramki, że musisz być bardzo blisko niego kiedy dostaje piłkę… Mając to na uwadze musi mi się udać być niewygodnym dla niego, bo jeśli poczuje swobodę, jest już po tobie. Tak czy inaczej, myślę że robotę przeciwko Messiemu wykonuję całkiem dobrze… choć i tak zawsze strzela nam gole.

Wasze pojedynki zostawiają otwarte rany kiedy kończy się mecz?

Będąc czarnym charakterem w tym filmie, zmuszonym do popełnienia ostrych fauli i dyskutowania, Leo nigdy, ale to nigdy mi tego nie wypomniał. Zawsze podaje rękę po końcowym gwizdku, gratuluje jeśli wygraliśmy, witamy się normalnie za każdym razem jak się widzimy. Jedyne, co do niego czuję to podziw. Z tego co widziałem jest najlepszy i będzie bardzo ciężko zobaczyć drugiego Messiego. Ale w sobotę będzie jak zawsze: zawalczymy, spróbuję odebrać mu piłkę jak tylko się da i znowu wytworzy się napięcie… Ale oby na koniec dalej podawał mi rękę.

Wraca Diego Costa. To jeden z puzzli, którego brakowało żeby znowu zacząć wygrywać trofea?

Dokładnie tego potrzebowaliśmy. Ma krew Atlético. Walka, kontratak, siła, charakter… To czyste Atletico. Ze wszystkich piłkarzy jakich poznałem, jest piłkarzem, który podjął największy wysiłek żeby trafić do klubu. Tak bardzo się wysilił, że prawie przesadził.

Jest jednym z najlepszych z którymi pan grał w jednej drużynie?

Najlepszy. Valeron robił rzeczy, których nie widziałem u innych piłkarzy, Neymar i Hazard mają niewiarygodne talent, ale tym który wygrał mi najwięcej tytułów był Diego Costa. Zawsze strzela na 1:0. Bo jedną rzeczą jest strzelenie 30 goli z hat-trickami i goleadami, a inną kiedy z tych 30 goli, 20 oznaczają wygraną 1:0. I nikt nie robi tego tak dobrze, jak Diego Costa.

To ciekawe, bo Simeone wydaje się być typowym trenerem, który jest tak wymagający, że kończy na przemotywowaniu swoich piłkarzy, ale wszyscy którzy odeszliście z Atletico, chcecie do niego wrócić…

Ze wszystkich zalet Simeone trenera, a jest ich wiele, najtrudniejsze, co mu się udaje, to utrzymanie intensywności i uwagi piłkarzy przez wiele lat. Grają u niego lub nie. Ma wkurzonego piłkarza, bo nie gra, i nagle wstawia go do pierwszego składu i ten piłkarz umiera za niego. To jest właśnie Simeone. Lider. Ale uwaga, nie wszystko wygrywa się charakterem i charyzmą – bardzo dobrze analizuje też rywali. Wygra mecze z ławki. Trener kompletny, który w przyszłości będzie jeszcze lepszy.

Przeszedł pan do Chelsea kiedy Atleti zdobyło mistrzostwo LaLiga. Dlaczego? Dla pieniędzy? To prawda, co mówią, że piłkarze są zwykłymi najemnikami?

Są pracownikami, którzy biorą pod uwagę mnóstwo czynników przed zmianą pracy, tak jak każda inna osoba. Ja popełniłem błąd i zdałem sobie z tego sprawę, jak tylko wylądowałem w Londynie. Ale miałem swoje powody odnośnie zmiany klubu: przeżyć nowe doświadczenie w innej lidze, innym kraju, kulturze… Wybierałem między Bayernem a Chelsea i dostałem tę samą pensję, jaką Atlético oferowało mi za przedłużenie z nimi kontraktu. To jest moja historia, ale oczywiście są piłkarze, którzy idą tylko za kasą i nie ma w tym nic złego. To przecież racjonalne.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać