Koniec z szaleństwem, Chiny budują potęgę futbolu od nowa

Koniec z szaleństwem, Chiny budują potęgę futbolu od nowa

50 milionów dzieci i dorosłych grających w piłkę nożną. 70 tysięcy boisk i 20 tysięcy szkół futbolowych w całym kraju. Liczby pochodzą z notesu zakochanego w futbolu prezydenta Chin. I mają zostać wykonane do 2020. Ale nie jak to było do tej pory – inwestując miliardy w europejski futbol i piłkarzy. Chiny budują potęgę futbolu na nowych, swoich zasadach.

Jest 2014 rok. Xi Jinping, szef chińskiego rządu, ogłasza wszem i wobec, że do 2025 jego kraj będzie największą gospodarką sportową na świecie. Mocarstwowe plany. Ale kto ich zabroni najludniejszemu narodowi globu, od lat walczącemu z USA o miano najpotężniejszego rynku globu. W centrum wizji sportowego imperium Xi Jinping umieścił futbol. W 2050 Chiny zamierzają zorganizować mundial u siebie. I przy okazji go wygrać.  Dziś wygląda to bardzo różowo, ale juz za kilkanaście lat ma być bardzo… czerwono.

Prezydent Chin zaczął od reformy edukacji – piłka nożna stała się obowiązkowym przedmiotem w szkołach podstawowych. Mało tego, rząd z publicznej kasy finansuje budowę 20 tysięcy akademii i grassroots w całym kraju. Później przyszło zielone światło dla klubów Chińskiej Super Ligi (ekstraklasa) i China League One (I liga) na masowe kupowanie zagranicznych gwiazd. Szlaki już w 2012 przetarli Didier Drogba i Nicolas Anelka, ale to był tylko lekki powiew zmian, które huraganowo miały nadejść już wkrótce. Ostatnią decyzją – najbardziej kontrowersyjną – była nieformalna zgoda Xi Jinpinga na prywatne inwestycje chińskich przedsiębiorców w europejski futbol. Firmy chciały za wszelką cenę podlizać się wodzowi, dostać sprzyjające kredyty i nieograniczone warunki wycieku miliardów juanów z kraju. Tak sobie wzięły do serca pasję prezydenta, że w latach 2016-2017 wpompowały w europejskie kluby 2,5 miliarda dolarów.

Dziś, 4 lata po uroczystym ogłoszeniu sportowych planów Chin, Xi Jinping zamierza w pełni kontynuować tylko szkoleniową pracę u podstaw. Gigantyczne sumy wydawane na zagraniczne transfery i prywatne inwestycje zostały drastycznie ograniczone. Chiński futbol już się wypromował, teraz czas na jakość i wyniki. Bo, od MŚ 2002 i chińskiego debiutu na mundialu, minęło już 16 lat…

Koniec z inwestycjami w Europie

Boom na chińskich inwestorów w futbolu na naszym kontynencie rozpoczął Wang Jianlin. Jeszcze kilka lat temu numer 1 na liście najbogatszych Chińczyków. Szef Grupy Wanda został wybrany przez rząd Xi Jinpinga na swego rodzaju megafon mocarstwowych planów rządu Xi Jinpinga. Miał promować rządowy model ekspansji na zachodzie Europy. Oczywiście najlepiej przez najniezawodniejszy nośnik mas – futbol. Wanda zakotwiczył w Hiszpanii. A konkretnie w jej stolicy – Madrycie.

Podbój rynku rozpoczął od kupna kultowego wieżowca – Edificio España. Później przyszła pora na plany hazardowo-rozrywkowego miasta pod Madrytem i wreszcie inwestycja w Atletico. Wang nabył 20% akcji klubu za sumę 45 milionów euro. Kolejne 50M€ wyłożył na 5-letnie naming rights do nowego stadionu Los Colchoneros – Wanda Metropolitano. Całą inwestycję zamknął przekazaniem 15M€ na tak zwany stracony fundusz Akademii Atletico (od 3 lat trenuje tam ponad 200 juniorów z Chin). W sumie, w ciągu pięciu lat, przeprowadził w Europie operacje na łączną wartość 13 miliardów dolarów – od przemysłu rozrywkowego po nieruchomości.

Wanda Atletico

10 miesięcy po Wandzie na hiszpańskim rynku pojawiła się Grupa Rastar. Jej właściciel, Chen Yansheng nabył 56% udziałów Espanyolu za 18M€. W 2016 roku, 37M€ za pakiet kontrolny Granady zapłaciła chińska spółka Desport (właściciel także 60% akcji drugoligowej Parmy). Inne kluby LaLiga też bardzo poważnie sondowały opcję sprzedaży swoich udziałów firmom z Państwa Środka. W 2017 Carlos Mouriño, prezes Celty Vigo był o krok od sprzedania chińskiemu holdingowi pakietu kontrolnego klubu z Galicji (93M€ za 66% udziałów). Mniejszościowa część akcjonariuszy Sevilli FC nie miała nic przeciwko ofercie z Pekinu – w końcu wielokrotnie przekraczała wartość nominalną ich akcji. Z kolei rodzina Querejeta (właściciele Deportivo Alaves) żartowała po wstępnych zapytaniach z Chin, że „nie ma takiej kasy, która mogłaby ich przekonać do sprzedaży”.

Boom inwestycyjny rozpoczął się w Hiszpanii, ale juany dotarły również do klubów z Portugalii (Oriental Dragons, Sport Uniao Sintrense i Torreense), Czech (Slavia Praga), Belgii (KSV Roeselare) i Holandii (ADO Den Haag). Największa obecność chińskiego kapitału jest naturalnie w Anglii. W grudniu 2015 spółki China Media Capital oraz CITIC za 13% udziałów Manchesteru City zapłaciły 300M€. Z kolei Gao Jisheng za 220M€ nabył pakiet kontrolny Southampton FC (80%). Na tym nie koniec. W rękach chińskich inwestorów są dziś wszystkie 4 najważniejsze kluby w hrabstwie West Midlands:

  • Aston Villa (Recon Holdings – 100% udziałów za 67,5M€)
  • West Bromwich (Lau Gouchan – 100% udziałów za 177M€)
  • Wolverhampton (Fosun International – 100% udziałów za 76M€)
  • Birmingham City (Trillion Trophy Asia – 61% za 38M€)

Chiński kapitał jest również w mniejszych klubach jak: Reading (Dai Yongge i Dai Xiu Li – 75%) czy Northampton Town (5USport – 60%).

Kim są chińscy przedsiębiorcy w angielskich klubach? Na pewno nie są stereotypowymi handlarzami tenisówek z gumową podeszwą, nie sprzedają też sajgonek na rogu China Town. To biznesmeni z przemysły farmaceutycznego, chemicznego, mają udziały w hotelach, biurowcach, cyrkach… Kibice klubów z West Midlands na Chińczyków nie narzekają – zainwestowali grube miliony, spłacili długi, nie mieszają się za bardzo w klubowe tradycje i relikwie. Niektórzy, jak właściciel Aston Villi – Dr. Tony Xia pytają ich nawet o transferowe porady na Twitterze. Xia to zresztą największy ewenement wśród chińskich właścicieli. Ponad 120 tysięcy obserwujących na TT, otwarta krytyka sędziów, cytowanie Mao Zedonga i tak dalej… 

Od początku 2015 do połowy 2017 ponad 30 klubów Europy trafiło w całości, lub części, w chińskie ręce (na infografice „Expansión” poniżej widnieją najważniejsze operacje). Poza Niemcami, gdzie obowiązuje system 50+1 (żaden właściciel nie może mieć więcej niż 50% udziałów), Chińczycy zapukali do klubów wszystkich czołowych lig Europy. Najbardziej medialnymi zmianami własności są zdecydowanie te z obu mediolańskich gigantów. Yonghong Li i jego włoska spółka Rossoneri Sport Group za 740M€ wykupili w kwietniu 2017 od Silvio Berlusconiego 99,93% akcji AC Milan.

Do dziś jednak nikt nie da sobie ręki uciąć, że pan Li rzeczywiście jest miliarderem za jakiego brał go Berlusconi. Odkrywkowe kopalnie Li w Chinach są zakrywane coraz to nowymi spółkami widmo i właścicielami bez adresu zamieszkania. W sprawie domniemanego imperium Yonghong śledztwo przeprowadzili już dziennikarze „The New York Times”. Kupnem klubu zajęła się również mediolańska prokuratura. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że Li nie spłaci 303M€, które pożyczył od funduszu Elliott, oddając de facto Milan w ręce Amerykanów. Sytuacja z dnia na dzień jest coraz bardziej krytyczna.

Sąsiedzi zza miedzy – Inter, mają to szczęście, że ich właścicielem została Grupa Suning. Lider rynku e-commerce w Chinach jest wypłacalny, ma swój klub w Chińskiej Super Lidze (Jiangsu) oraz partycypuje w najważniejszych przetargach na prawa audiowizualne do lokalnego i europejskiego futbolu. Problem w tym, że Inter wpadł w ogromną spirale długów (ponad 600M€), a dodatkowo – przez brak sukcesów – ogranicza ich Finansowe Fair Play UEFA. Rodzina Zhang (właściciele Grupy Suning) już zapowiedziała, że po wpompowaniu w Inter 530M€ (310M€ – pożyczki, 142M€ – zwiększenie kapitału i 78M€ – umowy sponsorskie), zakręca kurek z juanami. Klub musi zacząć być finansowo niezależny. A do tego potrzebny jest – sine qua non – awans do Ligi Mistrzów w tym sezonie. Wątpliwości, co do solidnych i długofalowych planów Suning mieli – dyrektor techniczny całej grupy, Walter Sabatini oraz trener Jiangsu – Fabio Capello. Obaj pod koniec marca złożyli rezygnację.

Kluby Europejskie z chińskim kapitałem
Infografika: Expansión

Firma konsultingowa Rhodium Group w swoich raportach przekonuje, że „Kraje Unii Europejskiej wciąż są najpopularniejszym kierunkiem chińskich inwestycji – ponad 35 miliardów dolarów w 2016 (77% więcej niż w 2015)„. Ale z drugiej strony przestrzega, że już w 2017 zagraniczne inwestycje Państwa Środka spadły o 25% w stosunku 2016 roku (200 miliardów dolarów). To efekt drastycznej reformy rządu Xi Jinping. W sierpniu 2017 oficjalnie wprowadził on limity na zagraniczne inwestycje w sektorze sportu, rozrywki, nieruchomości i turystyki.

Wyciek chińskiego kapitału za granicę, dewaluacja juana w stosunku do dolara, te wszystkie irracjonalne inwestycje w europejski sport, rozrywkę i nieruchomości… Zadłużenie chińskich firm prywatnych zagraża stabilności systemu finansowego całego kraju. W dodatku psuje wizerunek naszej gospodarki na świecie. Najwyższy czas temu zapobiec. Zakręcamy kurek” – grzmiał Xi Jingpeng na zeszłorocznym zjeździe rządzącej Komunistycznej Partii Chin.

Pierwszy kulą Xi Jinpenga dostał ten, który miał być jego futbolowym ambasadorem w Europie – Wang Jianlin. Grupa Wanda sprzedała Edificio España w centrum Madrytu, a w lutym tego roku pozbyła się 20% akcji Atletico (za 45M€ nabył je izraelski holding Quantum Pacific). Długi Wanda w kilkanaście miesięcy wzrosły aż do 30 miliardów dolarów, z czego – dzięki dezinwestycji – udało się spłacić połowę. Tak czy inaczej – przyszedł czas na zmiany.

Reformy chińskiego rządu spowodowały, że nasz główny akcjonariusz Grupa Rastar nie może przeznaczyć na klub dodatkowych środków, lub spłacić pożyczek bankowych. To zahamuje rozwój klubu, wszystko wydłuży się w czasie – twierdzi wiceprezes Espanyolu Barcelona, Carlos Garcia Pont.

Wnikliwy audyt finansowy, kontrola długów, kapitału i kredytów bankowych. Koniec z pożyczkami bez pokrycia, korupcją i praniem pieniędzy. Po Wandzie kolejnymi chińskimi holdingami, które pozbywają się aktywów są HNA Group i wspomniany Fosun International. „Chinom podoba się glamour bycia właścicielami globalnych marek jak Atletico czy AC Milan. Ale kiedy w europejskich mediach pojawiają się informacje, że masz problemy z gotówką, albo jesteś uwikłany w afery korupcyjne, to Xi Jinpengowi do śmiechu już nie jest” – zauważa Jonathan Sullivan, ekspert od chińskiej polityki z Uniwersytetu Nottingham.

Najbliższe lata pokażą czy chińscy inwestorzy, postawieni pod ścianą przez ich prezydenta, wytrzymają presję, czy może lawinowo zaczną pozbywać się swoich udziałów. Liczyli na szybki zysk pod parasolem Xi Jinpinga, a teraz zamiast dywidend muszą co pół roku ścierać się europejską presją kolejnych okien transferowych. Mogliby inwestować w futbolowe potęgi na krajowym rynku. Problem w tym, że tu ich wódz również zaczął wprowadzać swoje nowe zasady.

Podatek od luksusu

Oscar – 60M€, Hulk – 59M€, Alex Teixeira – 50M€. Trzy najdroższe transfery w historii Chińskiej Super Ligi. Wszyscy trzej trafili do Chin w latach największego prosperity: 2016-2017. W zimowym oknie transferowym 2016 aż 10 z 20 najdroższych operacji było autorstwa chińskich klubów. Jiangsu Suning w kilka tygodni wydało wtedy ponad 100M€. Na wzmocnienia nie szastały tak dużo kluby w Bundeslidze czy Ligue 1. Bańka zaczęła rosnąć nie tylko przy kwotach transferowych. Pensje, kuszące coraz młodszych i lepszych brazylijskich piłkarzy, osiągnęły astronomiczny poziom. A przy okazji wyprano trochę pieniędzy oraz zaciągnięto długi w, i tak już mocno zadłużonych, Chinach.

Carlos Tevez podpisał dwuletnią umowę z Shanghai Shenhua na kwotę 38 milionów euro za sezon. „Pojechałem do Chin na 7-miesięczne wakacje. Nie popisałem się” – przyznał rozbrajająco Argentyńczyk po powrocie do Boca Juniors. W Chinach zagrał w 20 meczach i strzelił 4 gole. Tyle samo bramek, ale w 4 meczach mniej, zdobył Kolumbijczyk Jackson Martinez. Długa kontuzja spowodowała, że Guangzhou Evergrande rozwiązało z nim kontrakt. Ta bańka pęknąć w końcu musiała…

Pensje Chińska Super Liga
Infografika: Futblogger.com; Dane: La Gazzetta dello Sport

W maju 2017 Chińska Federacja Piłki Nożnej (CFA) wprowadziła podatek od luksusu. Każdy transfer zagranicznego piłkarza powyżej kwoty 45 milionów juanów (5,8M€) został objęty 100% podatkiem od sumy operacji. Jeśli piłkarz kosztuje – przykładowo – 20M€, to do publicznego funduszu rozwoju chińskiego futbolu, kupujący klub musi odprowadzić drugie 20 milionów. Dodatkowo, każdy klub Chińskiej Super Ligi z poważnymi długami, dostał zakaz transferów powyżej ustalonej kwoty 5,8M€. CFA ustanowiła również maksimum ceny transferowej w przypadku chińskich piłkarzy – 20 milionów juanów (2,6M€). Uzasadnienie?

Podatek od luksusu ma na celu utrudnić klubom ściganie krótkookresowych celów sportowych, uzależnionych od bardzo wysokich cen płaconych za piłkarzy i tym samym zaprowadzić porządek na rynku – czytamy w oświadczeniu CFA.

100% podatek odstraszył najbogatsze chińskie kluby (co widać na wykresie poniżej). Do CSL nie trafili ostatecznie Diego Costa czy Aubameyang. A prób obejścia podatku było tej zimy kilka. Od wypożyczeń po wpłacenie przez piłkarza klauzuli odstępnego. Na próbach się skończyło, bo CFA za obchodzenie podatku zagroziła karą odjęcia od 10 do 15 punktów.

Super Liga

Letnie tournee, sprzedaż merchandisingu, zakładanie profili na WeChat i Weibo czy wreszcie otwieranie oficjalnych biur. Rozwój czołowych klubów i lig Europy w najważniejszych chińskich miastach od 3 lat jest coraz silniejszy. Europejczycy poznali tutejsze tradycje, święta, food plays, 300 dialektów i rytuał ubijania interesów (najpierw jemy i pijemy – później podpisujemy).

Wielkie transfery i przejęcia klubów w Europie pomogły chińskiej piłce zdobyć miejsce w futbolowej panoramie. To była medialna bomba, która spowodowała, że lokalni kibice zaczęli masowo odwiedzać stadiony, a futbol się tu spopularyzował. Teraz przyszedł czas, żeby wielkie, europejskie kluby otwierały w Chinach swoje akademie i dzięki szkoleniowej wiedzy, podnosiły tutejszy poziom – tłumaczy w rozmowie z „El Mundo” Gregorio Manzano, trener Guizhou Hengfeng.

Manzano to jeden z ponad 30 hiszpańskich trenerów (głównych i tych od przygotowania fizycznego), którzy pracują w 16 klubach Super Ligi. Są również piłkarze: Jonathan Viera, Mario Suarez, Juan Cala i Jonathan Soriano oraz najsłynniejsza piłkarka Hiszpanii – Vero Boquete (Beijing Phoenix). Każdy musiał się zmierzyć z ofertą i podjąć decyzję bardzo podobną do tej, o której opowiedział 28-letni Viera:

Mam takie kakao w głowie… Szczerze? Nie mogę powiedzieć „nie”. To tak poważna oferta, że ustawia ci resztę życia. Twojego i twoich najbliższych. Takiej szansy mogę już od futbolu nie dostać – zdradził Jonathan Viera tuż przed transferem do Guoan, gdzie w tym roku zarobi 6 milionów euro netto (4 razy więcej niż na Wyspach Kanaryjskich).

W sumie, w ostatniej dekadzie, chińskie kluby wydały na transfery w Hiszpanii aż 185 milionów euro. Ale dopiero w tym, zimowym oknie transferowym, zaszalały na Półwyspie Iberyjskim. Nowy podatek od luksusu i inne restrykcyjne limity spowodowały, że chińskie kluby zaczęły się rozglądać się za tańszymi piłkarzami. Wybór padł na LaLigę, która z roku na rok ma większą oglądalność w chińskiej płatnej telewizji PPTV.

W kilka, zimowych tygodni, do Chin z Hiszpanii przenieśli się:

  • Yannick Carrasco – Atletico Madryt ⇒ Dalian Yifang (30M€)
  • Nicolas Gaitan – Atletico Madryt ⇒ Dalian Yifang (5,75M€)
  • Augusto Fernandez – Atletico Madryt ⇒ Beijing Renhe (4,5M€)
  • Cedric Bakambu – Villarreal ⇒ Beijing Sinobo Guoan (40M€)
  • Jonathan Viera – UD Las Palmas ⇒ Beijing Sinobo Guoan (11M€)
  • Javier Mascherano – FC Barcelona ⇒ Hebei China Fortune (5,5M€)
  • Juan Cala – Getafe CF ⇒ Henan Jianye (1,6M€)

Prym wiedzie nowy projekt, zasłużonego w latach 90 klubu, Dalian Yifang. Własność – a jakże – Grupy WandaWanga Jianlina, który z podkulonym ogonem wrócił do ojczyzny. Beniaminek Super Ligi, wprowadzony na salony przez Hiszpana, byłego trenera m.in. Realu Madryt – Lopeza Caro, wydał na transfery przed sezonem aż 41M€ (rok wcześniej tylko 1M€). Na dzień dobry, w inauguracyjnej kolejce dostał w twarz 8:0 od Shanghai SIPG.

Przykład Dalian Yifang pokazuje, że sprowadzenie 3 utalentowanych i doświadczonych piłkarzy z Europy, nie gwarantuje natychmiastowego sukcesu. Tylko długofalowy, przemyślany i stabilny projekt może dać sukces w Chinach. Tak od 2010 roku robią w Guangzhou Evergrande. I dlatego zostali mistrzami kraju w 7 ostatnich sezonach. Topowi zagraniczni trenerzy: Lippi, Scolari, a teraz ten na dorobku – Fabio Cannavaro. Plus bardzo inteligentne transfery Brazylijczyków wciąż na futbolowym dorobku – Alana i Goularta. No i najważniejsza strategia – sprowadzanie najzdolniejszych Chińczyków z całego kraju i odważne ogrywanie ich w pierwszym składzie.

Zawsze jest jakaś drużyna, która próbuje odebrać im tytuł, ale wygrywają od 7 lat, bo mają u siebie najlepszych Chińczyków i bardzo dobrych zagranicznych piłkarzy. Celem Evergrande do 2020 jest grać w 100% chińskim składem – zauważa Gregorio Manazano.

Ale Evergrande mądrze inwestuje nie tylko w transfery. W 10 miesięcy klub wybudował za 185M$ największą na świecie akademię piłkarską. Widok jest niesamowity. Masz wrażenie, że patrzysz na niekończące się pola ryżowe, a nie na 48 pełnowymiarowych boisk. W Evergrande Academy w Guangzhou, na co dzień pod okiem 27 hiszpańskich trenerów, trenuje 2800 uczniów.

Evergrande Football

Szkolenie chińskiej młodzieży to przyszłość. Xi Jinping po finansowych blokadach, zrobił swoje porządki również w futbolowej federacji CFA. Cel jest jasny – chronić produkt krajowego piłkarza i powtórzyć awans na mundial po debiucie w 2002 roku. Dziś kluby CSL mogą mieć w składzie 4 obcokrajowców, ale tylko 3 na boisku (w azjatyckiej Lidze Mistrzów można wystawić dodatkowo jednego Azjatę spoza Chin). Na tym nie koniec nowych przepisów.

«W zeszłym roku federacja zmusiła nas do wystawiana w każdym meczu jednego chińskiego piłkarza U-23. W tym roku, oprócz jednego obowiązkowego, w każdym meczu musi wziąć udział pozostałych dwóch, żeby wyrównać na boisku liczbę 3 piłkarzy z zagranicy” – tłumaczy Gregorio Manzano.  Wspomniany Fabio Cannavaro, trener Guangzhou Evergrande, w otwierającym sezon Superpucharze Chin miał ogromny problem z wypełnieniem restrykcyjnego regulaminu CFA. „Musiałem wystawić kilku piłkarzy nie na swoich pozycjach. To zaburza normalny, sportowy rozwój drużyny i poszczególnych piłkarzy – przyznał Włoch w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”.

Coraz to surowsze przepisy, limity, blokady. W takich okolicznościach ruszyła 59 edycja – rozgrywanej od marca do listopada – Super Ligi. Rozgrywki – według portalu Transfermarkt – warte 411M€. 530 piłkarzy, w tym 58 spoza Chin. Średnia frekwencja na 16 stadionach powyżej 25 tysięcy (60% wzrostu od 2010). Więcej niż we włoskiej Serie A, francuskiej Ligue 1 czy holenderskiej Eredivisie. Krajowe i światowe prawa telewizyjne warte 250M€ za sezon – pokazywane w brytyjskiej Sky i największych sportowych kanałach w Ameryce Południowej.

Czyli jednak chińskie eldorado?

Nicky Wong, wiceprezes pierwszoligowego Guangzhou R&F ma inne zdanie: „Futbolowy entuzjazm chińskiego rządu jest kompletnie niezrównoważony. Dziś wszystkie 16 klubów CSL przynoszą straty„. Zapał prywatnych inwestorów też ma termin ważności, a chiński rząd, wobec braku sukcesów, może porzucić mocarstwowe plany. W USA po MŚ 1994 również je mieli, zrobili z MLS poważny produkt, ale na mundialu w Rosji ich zabraknie.

Skoro bańka z juanami już pękła, to teraz Xi Jinpeng czeka na chińskiego Messiego. Jeśli się nie doczeka, to swoje marzenia przekaże następcy. Za 32 lata Leo Xi ma poprowadzić drużynę narodową do mistrzostwa świata na stadionie w Pekinie.

Udostępnij
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać