Analiza Standard & Poor’s: Co zrobić, żeby klub piłkarski był rentowną inwestycją

Analiza Standard & Poor’s: Co zrobić, żeby klub piłkarski był rentowną inwestycją

Co muszą zrobić topowe europejskie kluby, żeby wejść na rynki kapitałowe w celu pozyskania nowych funduszy? Odpowiedzi na to pytanie udziela amerykańska agencja ratingowa Standard & Poor’s (S&P) w szczegółowej analizie pod tytułem: „Czy duże europejskie kluby piłkarskie mogą zaistnieć na rynkach kapitałowych?„. Poznajcie ryzyka, z którymi ścierają się dziś kluby Europy.

Wobec braku rzeczowej analizy finansowej globalnego przemysłu futbolowego, kolejni inwestorzy zadają sobie to samo pytanie: „Jakie jest ryzyko inwestycji w klub piłkarski”? Poza klubami z Portugalii oraz kilkoma włoskimi (Juventus, Roma i Lazio), niewiele jest futbolowych przedsiębiorstw, które weszły na stałe na giełdę. Także tylko te skromne decydują się najcześciej na emisję obligacji poprzez platformy takie jak Tifosy czy KickOffers. Co się musi zatem stać, żeby zmienić tę sytuację?

FutBBol

Nota rankingowa S&P dla branży futbolowej w Europie to BB. Szósta najlepsza w klasyfikacji jakości długu. Dla niewtajemniczonych – coś między oblaniem a tróją ze sprawdzianu w szkole. Agencja od razu zaznacza, że jej surowa ocena kredytowa dotyczy „wyłącznie wielkich klubów Europy, ugruntowanych na rynku i zarządzanych w prawidłowy sposób”. Kluby mogą liczyć na podwójne B tylko kiedy ich EBITDA, czyli zysk operacyjny bez amortyzacji i deprecjacji, będzie maksymalnie 4 razy większy niż całkowity dług. Jeśli różnica będzie 5 razy większa, nota rankingowa S&P spadnie do pojedynczego B.

S&P skupiło się w swojej analizie na EBITDA w porównaniu do całkowitego zadłużenia, gdyż jak twierdzi: „większość klubów piłkarskich nie prowadzi działalności w celu generowania gotówki”. Chodzi o sprawdzenie czy kluby generują środki pieniężne przed transferami. To pokazuje zdolność do dokonania odpowiednich inwestycji w piłkarzy w nadchodzących latach, przy jednoczesnym spełnieniu swoich zobowiązań finansowych. Same koszty transferowe mają charakter cykliczny: nie każdego roku klub kupuje Neymara lub Kyliana Mbappe. Mimo to S&P uważa, że „rosnąca konkurencja na rynku futbolowym wymaga od klubów pozyskiwania i zatrzymywania wysokiej jakości piłkarzy oraz trenerów”.

Agencja zwraca uwagę na ogromną inflację kwot transferowych w ostatnich dwóch dekadach. W samym tylko letnim okienku transferowym 2017 kluby 5 topowych lig Europy wydały na wzmocnienia 4,6 miliarda euro. W tym 222M€ klauzuli wpłaconej za Neymara przez PSG i 105M€ (plus 35M€ osiągalnych bonusów) zapłacone przez FC Barcelonę za Ousmane’a Dembele. Mimo tych ogromnych wydatków czołowe kluby Europy – zdaniem S&P – wciąż „realizują plany ekspansji poprzez modernizację lub budowę nowych stadionów, zwiększając jednocześnie swoją obecność w mediach społecznościowych oraz wzmacniając pozycję na globalnych rynkach”.

Hiperinflację transferową będzie starała się niwelować UEFA. Już 24 maja podczas Komitetu Wykonawczego w Nyonie głosowaniu zostanie poddany projekt podatku od luksusu – maksimum 100M€ budżetu na transfery (zawsze liczonego w stosunku do zysku ze sprzedaży piłkarzy). Także same ligi zawodowe skracają letnie i zimowe okna transferowe: Premier League i Serie A – ograniczyły się do przerwy w rozgrywkach.

plan reform ligue 1

Stały wzrost wydatków klubów europejskich oznacza, że ​​nowe źródła finansowania mogą okazać się kluczowe. Chociaż S&P nie przypisuje aktualnie żadnej publicznej oceny wiarygodności kredytowej piłkarskiemu przedsiębiorstwu, bierze pod uwagę inne czynniki. Chodzi o profil działalności i ryzyko finansowe klubu przy przypisywaniu ratingu do obligacji strukturyzowanych. Takie transakcje obejmują na przykład refinansowanie 60-tysiącznego stadionu Arsenalu – Emirates Stadium. Ale także obligacje wyemitowane ostatnio przez Inter Mediolan za pośrednictwem spółki córki, będącej właścicielem klubowych mediów i działalności sponsoringowej.

Przewidujemy, że więcej topowych klubów piłkarskich zacznie rozważać emisję obligacji korporacyjnych jako wartościowy sposób finansowania swojej działalności i czerpania korzyści ze swoich potężnych marek na rynku kapitałowym – twierdzi S&P.

Wzrost dochodów

Agencja S&P dzieli większość klubów piłkarskich TOP5 lig Europy na 3 – oczywiste – kategorie:

  1. TOP kluby, które w ostatnich latach regularnie kwalifikowały się do Ligi Mistrzów
  2. Kluby ze środka tabeli, które zazwyczaj walczą o miejsce w Lidze Europy
  3. Kluby, które zagrożone są spadkiem do drugiej ligi w swoim kraju

Żeby ustalić siłę kredytową klubów Europy, S&P wzięło pod lupę ich wyniki z ostatnich 10 lat. Analizie został poddany wpływ na kondycję finansową klubów, ich spadek do niższej klasy rozgrywkowej, brak awansu do europejskich pucharów czy też stała tendencja sukcesów. Po podziale na kategorie, amerykańska agencja podała najważniejsze czynniki, które stoją za wzrostem dochodów klubów oraz zmniejszeniem ryzyka kredytowego.

Popularność trenerów i głębia składu

Do ciekawych wniosków analitycy agencji doszli w sprawie roli trenerów i ich znaczeniu w równowadze klubowej. A co za tym idzie – zdolności kredytowej. Poza etykietą ojców sukcesu lub winnych porażki, trenerzy – zdaniem S&P – są jednym z głównych czynników decydujących o sportowych, ale także biznesowych wynikach.

Od trenera zależy jakim stylem będzie grała drużyna i jakich piłkarzy będzie on do niego potrzebował. To wpływa na liczbę i jakość graczy, których klub kupuje lub sprzedaje. Pomimo ich niekwestionowanego znaczenia, zauważyliśmy, że nowoczesna piłka nożna zmieniła rolę trenera na dwa zasadnicze sposoby: stabilność jego roli w drużynie nie jest już kluczowa dla sukcesu klubu. Liczy się popularność. Przewaga komercyjną, którą wypracowali sobie czołowi trenerzy, może okazać się cennym zasobem finansowym dla ich pracodawców – argumentuje S&P.

Do lamusa odchodzą powoli trenerzy pomniki jak Sir Alex Ferguson w United czy wciąż przyspawany do ławki Arsenalu – Arsene’a Wengera. Ostatnie lata pokazały, że kluby mogą osiągnąć wiele sukcesów, nawet jeżeli średnia kadencja trenera nie przekracza trzech lat. Real Madryt, FC Barcelona, ​​PSG czy Juventus odniosły znaczące sukces zarówno w krajowych, jak i międzynarodowych rozgrywkach, pomimo wysokiej rotacji na ławce trenerskiej. Zdaniem S&P „trzymanie się jasnej wizji i filozofii gry, niezależnie od pojawiających się i odchodzących trenerów, stało się ważniejszym czynnikiem sportowym niż ciągłość pracy jednego trenera”.

Agencja zauważyła w ostatnich latach rosnącą interakcję trenerów z mediami i fanami oraz ich większą niż kiedykolwiek publiczną ekspozycję. Kluby wykorzystują nową, komercyjną atrakcyjność swoich trenerów, co ostatecznie przekłada się na plusy biznesowe. Najlepszym tego przykładem jest oczywiście Jose Mourinho i prawa do jego wizerunku. Przekazanie klubowi tych praw w celu sprzedaży merchandisingu z jego nazwiskiem i podobizną, było kluczowym elementem negocjacji umowy Portugalczyka z Manchesterem United. Dlatego właśnie – według S&P – „nowoczesny futbol zmienił trenerów w nie tylko strategicznych liderów, ale także handlowe ikony”.

Jose Mourinho

W większości przypadków – zdaniem S&P – pojedynczy piłkarz nie jest tak ważny jak trener w kontekście profilu kredytowego klubu. Gracze wędrują z jednego klubu do drugiego, a ich występy są mocno uzależnione od formy sportowej i fizycznej (ryzyko kontuzji). Ryzyko niweluje tak zwana „głębia drużyny”, zwłaszcza jeśli klub bierze udział w Lidze Mistrzów a większość piłkarzy I składu jest powoływana do reprezentacji. Według analityków S&P, kluby z krótkimi ławkami radzą sobie zawsze bardzo dobrze w pierwszej części sezonu, ale ich skuteczność – z powodu niewystarczającej rotacji i kontuzji – spada wiosną. Szeroka ławka musi jednak być podparta siłą zespołu młodzieżowego. FC Barcelona, Real Madryt, Manchester United czy mniejsze kluby jak Olympique Lyon, Villarreal, Athletic Bilbao oraz Real Sociedad odnoszą sukcesy w produkcji utalentowanych piłkarzy pochodzących z własnych akademii. „To jest nie tylko tańsze, ale także mniej ryzykowne rozwiązanie. Ci młodzi ludzie są przesiąknięci etosem klubu, znają styl gry i chętniej podążają za wskazówkami trenera”. Z kolei sprowadzanie piłkarzy z innego klubu niesie ze sobą „ryzyko trudności z dostosowaniem się do zespołu i metod szkoleniowych”.

Lojalni fani i efektywne wykorzystanie stadionów

Lojalna baza fanów jest strategicznym czynnikiem, który pozwala klubowi zachować opłacalność.

Oddani fani zapełniają stadiony, kupują produkty klubowe i śledzą występy klubu w telewizji. To przekłada się wpływy z dnia meczowego oraz sprzedaży merchandisingu i innych treści premium” – czytamy w analizie S&P.

Nawet jeżeli przychody ze sprzedaży sezonowych karnetów, pojedynczych biletów i pakietów VIP stanowią dziś w europejskim futbolu tylko 15% całego obrotu, to zdaniem S&P: „mamy do czynienia z jedynym stałym źródłem dochodów, ale tylko pod warunkiem, że zawsze będzie dbało się o fana”.

Stałe wsparcie kibiców Juventusu było kluczowe dla utrzymania dochodów klubu oraz przekonania kilku ważnych piłkarzy do pozostania po spadku do Serie B w 2006 roku. Także dzięki tej przewadze nad rywalami, bianconerim udało się powrócić do Serie A już po roku i być dziś w TOP10 najbogatszych klubów piłkarskich w Europie. Również fenomen kibiców Realu Betis pokazuje jak kibice mogą być fundamentem piramidy klubu piłkarskiego. Drużyna z Sewilli mimo braku sukcesów na arenie krajowej i europejskiej jest dziś 4 klubem LaLiga z największą frekwencją ligową (średnia 45.000 widzów w tym sezonie – ponad 45% wzrostu w porównaniu do poprzednich rozgrywek). Mało tego. Mecze Betisu w tym sezonie obejrzało w sumie w hiszpańskiej telewizji ponad 23 miliony osób. Tylko Real Madryt i FC Barcelona mają lepsze wyniki.

Stadiony mogą być lukratywnym aktywem dla klubów – to nie ulega żadnej wątpliwości. Wielkość obiektu określa zarówno popyt na dany sezon ligowy oraz pucharowy, jak i strukturę cen. Podczas gdy tak zwany popyt stłumiony w przypadku topowych klubów (lista oczekujących na karnety oraz nadwyżka kibiców szukających bilety na pojedynczy mecz) daje obraz krótkoterminowego generowania przychodów. „Chociaż duże stadiony mogą zaspokoić większy tłum, to niekoniecznie przekłada się to na wyższe dochody dla klubów” – twierdzi S&P. Powodem, dla którego przychody w dniu meczowym były 4 razy wyższe w Anglii niż we Włoszech w sezonie 2015/16 trzeba przypisać różnicy w zapełnieniu obiektów: 96% w Premier League i tylko 52% w Serie A. Kluby z większymi stadionami muszą ostrożniej zarządzać swoimi fanami, dzięki atrakcyjnym cenom biletów dla młodszych fanów. Przydzielają także więcej miejsc premium w lożach VIP, które częściowo są sprzedawane firmom no mocy wieloletnich kontraktów. Zapewniają tym samy bardziej stabilne przychody.

Najlepsze kluby Europy są w stanie zapełnić swoje pojemne stadiony co tydzień, ale sprzedaż biletów i karnetów nie jest dziś ich głównym źródłem przychodów. Stanowią one razem z dniem meczowym niecałe 20% łącznych przychodów, podczas gdy reszta dochodów pochodzi ze sprzedaży praw do transmisji i wpływów komercyjnych.

Manna z telewizji

Prawie 10 miliardów euro. Tyle wynoszą roczne przychody ze sprzedaży praw audiowizualnych do 5 czołowych lig Europy. Wpływy z praw TV stanowią dziś prawie 50% łącznych obrotów w TOP5 lig Europy. Na niższych szczeblach ten współczynnik jest jeszcze… wyższy. Każda liga europejska ma swoją własną metodę dystrybucji wpływów z praw TV, która w dużym stopniu kształtuje siłę finansową klubów. Jest zarazem głównym czynnikiem ich oceny zdolności kredytowej. W nadchodzących latach coraz droższe kontrakty telewizyjne do europejskich lig utrzymają trend przede wszystkim na rynku azjatyckim. Tam popularność piłki nożnej stale rośnie i zapotrzebowanie miliardów mieszkańców Azji na najlepszy ligowy futbol jest coraz większe. Z drugiej strony S&P uważa, że po „bezprecedensowych cenach zapłaconych za prawa telewizyjne do futbolu w ostatnich latach, nowe przetargi wkrótce osiągną pułap”. Dlaczego?

Spadek oglądalności programów niekodowanych nadawców i tych płatnych oraz wzrost zainteresowania konsumentów serialami telewizyjnymi i treściami filmowymi na żądanie, prawdopodobnie zniechęci operatorów do znacznego podwyższenia cen za prawa do ligi piłkarskich – wieści S&P.

Rosnąca skłonność młodszej publiki do rezygnacji z subskrypcji telewizyjnych oraz konsumpcji nielegalnego streamingu meczowego tylko pogłębia ryzyko załamania się rynku praw TV. Nawet jeśli UEFA oraz czołowe ligi zapobiegają temu ryzyku, zwalczając nielegalny streaming. W Hiszpanii, LaLiga dzięki platformie Marauder usunęła od 2015 roku aż 168 tysiące treści wideo w mediach społecznościowych oraz 124 nielegalnych aplikacji. Zablokowała w sumie 12 domen internetowych typu Rojadirecta. Dzięki tym działaniom w 2017 liczba pirackich treści wideo wyniosła w Hiszpanii 113 milionów nagrań – 7,5% mniej niż w 2016. Przemysł futbolowy stracił przez to 285M€.

Sponsoring

Udział w Lidze Mistrzów zapewnia większą ekspozycję medialną oraz szerszą publiczność. To z kolei napędza zainteresowanie sponsorów. Ale to nie jedyna ścieżka do sukcesu. Manchester United dzięki wzmocnieniu działań marketingowych w Azji wygenerował aż 325M€ wpływów z działalności komercyjnej co stanowi aż 48% przychodów ogółem. „Zdolność klubów do globalnej ekspansji i zwiększania grona fanów na całym świecie jest bardzo ważna w ratingowej ocenie profili kredytowych drużyn piłkarskich” – pisze S&P.

Premie UEFA

Gra – w dodatku skuteczna – w europejskich pucharach ma ogromny wpływ na profil kredytowy klubu. Nagrody pieniężne w rozgrywkach UEFA – Ligi Mistrzów i Europy to połączenie wyników (około 60% dystrybucji) i pozycji na rynku (około 40% dystrybucji). Wielkość udziału w puli rynkowej market pool zależy od macierzystego rynku i względnej wielkości wartości praw telewizyjnych do Ligi Mistrzów i Ligi Europy właśnie w tym kraju. Od sezonu 2018/19 zarówno kryteria dystrybucji premii (nowy ranking historyczny), jak ich wartość ulegają zmianie. Każdy uczestnik fazy grupowej Champions League dostanie 15M€, a z bonusów rankingu historycznego może liczyć nawet na 32M€. To zdaniem stowarzyszenia Europejskich Zawodowych Lig Piłkarskich (EPFL) „zwiększy różnice finansowe i sportowe między klubami w rozgrywkach ligowych” 

Więcej o nowym formacie finansowym Champions League przeczytacie w tekście: „Super Liga Mistrzów 2018-2021„.

Premie za wyniki Liga Mistrzów
Infografika: Futblogger.com

Niestabilność futbolu

Według S&P „najlepsze kluby Europy mogą utrzymywać dość solidny profil ryzyka biznesowego pomimo potencjalnej zmienności”. Główne czynniki, które leżą u podstaw oceny ryzyka biznesowego klubów piłkarskich, to:

  • Zrównoważony sukces klubów w krajowych ligach
  • Zaangażowanie i wielkość zaplecza fanów na świecie
  • Wartość i okres trwania umów sponsoringu oraz praw telewizyjnych
  • Różnorodność strumieni dochodowych oraz udokumentowane osiągnięcia w zakresie zarządzania rentownością

Jeśli kluby najwyższej klasy europejskiej spełniają wyżej wymienione czynniki, to według S&P: „mają odpowiedni profil ryzyka biznesowego i są w stanie przetrwać długie spowolnienie gospodarcze”.

Kluby, które nie kwalifikują się do Ligi Mistrzów, nie przyciągają największych talentów i mają dużą liczbę niesprzedanych biletów na swoje mecze – otrzymują od nas słaby profil ryzyka biznesowego. Naszym zdaniem tylko garstka klubów może potencjalnie znaleźć się w kategorii BB. Taka ocena wymagałaby całkowitej pewności, co do niepodważalnej dominacji klubu zarówno w rozgrywkach krajowych jak i międzynarodowych. Nasze obawy koncentrują się głównie na zmienności wyników klubu, które mogą znacząco różnić się z sezonu na sezon – wyjaśnia S&P.

Elementem o dużej wadze w ocenie S&P jest fakt czy dany klub ma etykietę – kupującego lub sprzedającego. Tym bardziej, że w wyliczeniach zysku operacyjnego, kluby nie ujmują pozytywnego zysku netto ze sprzedaży/kupna piłkarzy. To dlatego, że nie ma on „znamienia tradycyjnej działalności operacyjnej”. W związku z tym raport S&P uwypukla, że regularne, operacyjne przychody ze sprzedaży praw TV, sponsoringu, dnia meczowego – są w ogromnej mierze uzależnione od rezultatów sportowych. A co za tym idzie – „trudniejsze do przewidzenia niż ewolucja biznesowa w innych, tradycyjnych sektorach”.

Analitycy amerykańskiej agencji zwracają uwagę również na niewielki procent dywidend wypłacanych akcjonariuszom europejskich klubów. „W futbolu każdy zysk jest natychmiast inwestowany w rozwój klubu” – pisze S&P. W Hiszpanii – rynek, który znam najlepiej – większość klubów LaLiga i Liga 123 przeznacza zysk netto na zbilansowanie strat z poprzednich lat. Kluby, które nie są sportowymi spółkami: FC Barcelona, Real Madryt czy Athletic Bilbao nie wypłacają żadnych dywidend swoim akcjonariuszom (socios), bo nie ujęły tego w swoich statutach. Dziś tylko Sevilla FC, CD Numancia i Cordoba CF wypłacają dywidendy swoim właścicielom.

Financial Fair Play

Od ponad dekady europejski futbol stał się salonem wystawowym dla multimilionerów z Bliskiego Wchodu, USA, Rosji i Chin. A to – według S&P – „może zwiększyć inflację płac piłkarzy, co jest jednym z głównych zagrożeń w branży futbolowej”. Wynagrodzenia zawodników I drużyny są najważniejszą pozycją kosztową w klubie piłkarskim i mają negatywny wpływ na zysk netto oraz współczynnik FCF (free cash flow).

Dostosowanie wskaźników finansowych klubów do wytycznych UEFA jest pozytywnym aspektem. Wskaźnik stosunku płac sportowych do rocznych dochodów nie może przekraczać 70%. W 5 czołowych ligach Europy średni wskaźnik wynagrodzeń do dochodów poprawił się do 60% w 2016/17 ponieważ płace rosły nieco wolniej niż przychody – argumentuje S&P.

Agencja przewiduje, że pensje piłkarzy i koszty transferów będą stale wzrastały pod wpływem ogólnej hossy gospodarczej w Europie i globalnej popularności futbolu. A co za tym idzie, wzrosną także obroty przedsiębiorstw piłkarskich. Przepisy dotyczące finansowego fair play (FFP) mają na celu ochronę tej dynamiki, zmniejszając ryzyko nieracjonalnej finansowo konkurencji.

S&P twierdzi jednak, że w niektórych ligach Europy wciąż istnieją ogromne luki między najbogatszymi a najbiedniejszymi. „Brak rywalizacji szkodzi ogólnym dochodom ligi. W Hiszpanii od 1992 roku 96% tytułów mistrzowskich LaLiga zostało rozdzielonych między cztery najlepsze zespoły (80% między Barçę i Real Madryt). W tym samym okresie około 92% tytułów mistrzowskich w Premier League zostało rozdzielonych pomiędzy cztery najlepsze drużyny (72% między dwa najlepsze)” – pisze S&P.

W 2010 UEFA zatwierdziła przepisy FFP, aby zachęcić do większej dyscypliny w zakresie finansów klubowych. Celem było zmniejszenie eskalacji pensji i opłat za transfer oraz zachęta do długoterminowych inwestycji w sektor młodzieżowy oraz klubową infrastrukturę. Osią FFP jest zasada „break-even„, która wymaga od klubu wykazania, że ​​jego dochód jest co najmniej równy kosztowi. Maksymalny dopuszczalny deficyt z progu rentowności wynosi 5M€ za sezon (maksymalnie 30M€ w okresie 3 lat). Klub może przekroczyć ten poziom tylko wtedy, gdy nadwyżka 5M€ jest w całości pokryta z wkładów od uczestników kapitału. Ma to stymulować kluby do konkurowania w ramach swoich dochodów i radzenia sobie z niedoborami płynności z poprzednich latach. Dzięki FFP straty klubów w TOP5 Europy spadły z 1,7 miliarda euro w 2011 do 286M€ w 2016. Dodatkowo, w niektórych rozgrywkach – jak choćby LaLiga – istniej wewnętrzna regulacja finansowa, która nie pozwala klubom przekroczyć progu 70% pensji sportowych i amortyzacji w stosunku do przychodów. Ponadto każdy klub przed rozpoczęciem ligi ma wyznaczony co do eurocenta limit płac (na wzór amerykańskiego salary cap)

Pozytywnie oceniamy skutki FFP przy ocenie profilu ryzyka finansowego klubów piłkarskich. Naszym zdaniem, czołowe kluby stosują efektywną kontrolę kosztów, skuteczniej zarządzając również swoim długiem – twierdzi w swoim raporcie FFP.

Należy zwrócić uwagę także na malejące zadłużenie netto w europejskiej piłce klubowej. W 2011 wynosiło ono aż 65% rocznego obrotu, podczas gdy w 2016 spadło do 35%. Na 6,3 miliarda euro całkowitego długu netto klubów Europy składa się:

  • 3,1 mld € długu bankowego i komercyjnego
  • 2,6 mld €  zobowiązań wobec własnych akcjonariuszy
  • 600M€ długu z transferów piłkarzy

Bogaci jeszcze bogatsi

S&P przewiduje że topowe futbolowe marki, te które mają „lepszą kapitalizację i mniejszą presję pasywów, będą oddalać się od reszty stawki”. Agencja pisze wprost o „samonapędzającym się cyklu, w którym najbogatsze kluby stale odnoszą sukcesy, a zatem są w stanie zatrzymać najlepszych piłkarzy”. W rezultacie istnieje naturalna segregacja pomiędzy czołowymi klubami Europy a resztą stawki. Dlatego zdaniem S&P: „Niewielka liczba klubów będzie miała wyższy profil ryzyka biznesowego niż cała reszta”.

Do europejskiej elity futbolowej należą kluby, które od wielu lat odnoszą sukcesy, a co za tym idzie mają ogromną liczbę globalnych fanów i największe obroty (Real Madryt, Barcelona, ​​Bayern Monachium i Manchester United) oraz te historycznie mniej ważne, ale kupione przez bardzo bogatych właścicieli (Manchester City, Chelsea i PSG).

Teraz trudno jest wejść do elitarnej grupy klubów Europy bez inwestycji bogatego właściciela z zewnątrz. Jednorazowe sukcesy, takie jak Leicester City w Premier League w 2016, tylko potwierdzają tę regułę. Ale uwaga – kluby, które polegają wyłącznie na bogatym właścicielu, są narażone na długoterminowe ryzyko, jeśli ten właściciel wycofa się z inwestycji. Real Madryt i Barcelona są odporne na zmiany, ale gdyby Manchester City lub PSG zostały sprzedane mniej bogatym właścicielom, mogłyby stracić mocny rating kredytowy, dla którego trwałość sukcesów i przychody są kluczowe – argumentuje S&P.

Udostępnij
  • 22
  •  
  •  
  •  
  •  

Musisz Przeczytać